Dwudniowe rozmowy pokojowe w Genewie zakończyły się 18 lutego 2026 r. bez przełomu w kluczowej sprawie terytoriów – Europa po raz kolejny okazała się marginalnym uczestnikiem negocjacji toczonych przy stole przez USA, Rosję i Ukrainę.
Trzy strony, ale nie cztery
Od czwartku 17 do środy 18 lutego delegacje Ukrainy, Rosji i Stanów Zjednoczonych prowadziły kolejną rundę trójstronnych rozmów w Genewie. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Włoch co prawda znajdowali się w mieście, jednak nie zasiedli przy wspólnym stole z delegacją rosyjską. Mimo zaangażowania finansowego i militarnego wobec Ukrainy Europa pozostaje obserwatorem – a nie współautorem – procesu, który może zadecydować o kształcie kontynentu na pokolenia. Głównym negocjatorem po stronie Kremla wrócił bliski doradca Władimira Putina, Władimir Miedinski.
Co ustalono, a czego nie
Obie grupy robocze rozmawiały w środę przez niespełna dwie godziny w atmosferze, którą ukraińska delegacja określiła jako „roboczą i merytoryczną”. Jedynym konkretnym rezultatem okazał się mechanizm monitoringu potencjalnego zawieszenia broni – uzgodniono jego ramy proceduralne, lecz bez podpisania żadnego dokumentu. Kwestia granic i statusu terytoriów zajętych przez Rosję – Donbasu i Krymu – nie została nawet formalnie poruszona. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podziękował Americanom za cierpliwość w rozmowach, jednocześnie wprost oskarżając Moskwę: „Rosja próbuje przeciągać negocjacje, które mogły już wejść w decydującą fazę”.
Europa kontratakuje – słowami
Marginalizacja Europejczyków w Genewie zbiegła się z ostrą wymianą słów na linii Bruksela–NATO. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen publicznie skrytykowała szefa NATO Marka Rutte za stwierdzenie, że Europa nie może zagwarantować własnego bezpieczeństwa bez USA, odpowiadając, że sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Premier Donald Tusk poszedł jeszcze dalej: „Nikt nie potraktuje poważnie słabej i podzielonej Europy – ani wróg, ani sojusznik. Asertywność i pewność siebie Europy stały się koniecznością”. W tle trwa spór z Waszyngtonem o cła – Trump zapowiedział 10-procentowe cła na osiem krajów europejskich, a von der Leyen ostrzegła, że „groziłyby one niebezpieczną spiralą eskalacji”.
Co to oznacza dla Polski
Polska, jako kraj wschodniej flanki NATO, ma w tym równaniu wyjątkowo dużo do stracenia. Rząd Tuska wspiera program SAFE – historyczny unijny fundusz zbrojeniowy, który Parlament Europejski zaakceptował 12 lutego. Jednak to, co zostanie uzgodnione w Genewie bez europejskiego głosu, bezpośrednio przesądzi o tym, czy granica z Ukrainą pozostanie strefą pokoju, czy strefą napięcia. Polska od miesięcy naciska, by Europa miała własne miejsce przy stole negocjacyjnym, lecz na razie – jak oceniają dyplomaci w Kijowie – sojusznicy z UE są systematycznie odsuwani od procesu przez Waszyngton.
PODSUMOWANIE:
- Rozmowy Ukraina–Rosja–USA w Genewie (17–18 lutego 2026 r.) zakończyły się bez przełomu: uzgodniono tylko mechanizm monitoringu zawieszenia broni, kwestia terytoriów pozostaje nierozwiązana
- Europa – mimo obecności dyplomatów z UK, Francji, Niemiec i Włoch – nie zasiadła przy stole z Rosją i pozostaje marginalnym uczestnikiem negocjacji toczonych na jej własnym kontynencie
- Von der Leyen i Tusk eskalują retorykę suwerenności europejskiej, lecz realna siła sprawcza Brukseli w procesie pokojowym pozostaje ograniczona – co bezpośrednio zagraża interesom bezpieczeństwa Polski






Zostaw odpowiedź