Analiza historyczno-konstytucyjna ciągłości prawnej Rzeczypospolitej od II do III RP
Pytanie o legalność władzy komunistycznej w Polsce – a w konsekwencji o prawną naturę III Rzeczypospolitej – należy do najbardziej fundamentalnych, a zarazem najtrudniejszych zagadnień polskiej myśli prawnej i historycznej. Przez dziesiątki lat było ono spychane na margines debaty publicznej. Dziś, gdy coraz głośniej mówi się o sprawiedliwości dziejowej, rozliczeniu komunizmu i tożsamości prawnej polskiego państwa, warto postawić pytanie wprost: czy system władzy zaprowadzony w Polsce po 1945 roku był legalny? Czy Polska Rzeczpospolita Ludowa miała jakiekolwiek prawo istnieć? I co z tej analizy wynika dla nas dziś – obywateli III RP?
Punkt wyjścia – legalna ciągłość II RP
Aby ocenić legalność władzy po 1945 roku, trzeba cofnąć się do fundamentów. Polska odrodziła się jako suwerenne państwo po 123 latach zaborów w 1918 roku. Przez kolejne dwie dekady budowano jej struktury konstytucyjne. Zwieńczeniem tego procesu były dwie ustawy zasadnicze: Konstytucja marcowa z 1921 roku, oparta na parlamentaryzmie i zasadzie suwerenności narodu, a następnie Konstytucja kwietniowa z 1935 roku, dająca silną władzę prezydentowi.
17 września 1939 roku, po napaści ZSRR na Polskę – i wobec wcześniejszej inwazji Niemiec – władze Rzeczypospolitej opuściły kraj. Prezydent Ignacy Mościcki, działając zgodnie z artykułem 24 Konstytucji Kwietniowej, mianował swojego następcę – Władysława Raczkiewicza. Konstytucja przewidywała taką możliwość na wypadek niemożności objęcia urzędu w normalnym trybie. Rząd RP na uchodźstwie – najpierw we Francji, potem w Londynie – funkcjonował zatem zgodnie z obowiązującym prawem i był uznawany przez sojuszników zachodnich.
Paradoksalnie, jak zauważa historyk prawa, to właśnie Konstytucja Kwietniowa – skrytykowana przez opozycję jako „proteza absolutyzmu”, uchwalona przy pomocy parlamentarnego fortelu – okazała się prawną liną ratunkową dla ciągłości polskiej państwowości. Bez niej przekazanie prezydentury na uchodźstwie nie miałoby żadnej podstawy konstytucyjnej.
Jałta i Teheran – rozstrzygnięcie bez Polski
Zanim PKWN i komuniści przejęli władzę w kraju, o losie Polski zdecydowały wielkie mocarstwa. Już konferencja teherańska z jesieni 1943 roku przesądziła – w tajnych uzgodnieniach Roosevelta, Churchilla i Stalina – że Polska znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów. Polska nie miała przy tym żadnej reprezentacji, żadnego głosu. Konferencja jałtańska z lutego 1945 roku ostatecznie potwierdziła ten podział: w zamian za powołanie „demokratycznego” rządu z udziałem przedstawicieli Zachodu i obietnicę wolnych wyborów, alianci porzucili rząd londyński.
Był to akt polityczny, nie prawny. Żadna norma prawa międzynarodowego nie uprawniała wielkich mocarstw do dysponowania suwerennością państwa trzeciego. Polska konstytucja nie znała procedury „przekazania władzy” na rozkaz sił zewnętrznych. Rząd londyński nie podał się do dymisji, nie złożył mandatu, nie ogłosił rozwiązania.
5 lipca 1945 roku Wielka Brytania i Stany Zjednoczone cofnęły uznanie dyplomatyczne rządowi RP na uchodźstwie, przyznając je jednocześnie Tymczasowemu Rządowi Jedności Narodowej – zdominowanemu przez komunistów ciału powołanemu w Moskwie. Był to cios polityczny, ale nie prawny wyrok. Rząd londyński nadal funkcjonował – jako jedyna legalna władza Rzeczypospolitej, wywodząca swój mandat z Konstytucji Kwietniowej.
PKWN i KRN – samozwańcza władza z Moskwy
Komunistyczne przejęcie władzy w Polsce miało swój formalny początek 22 lipca 1944 roku – w dniu ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Manifest ten stwierdził, że jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce jest Krajowa Rada Narodowa, a rząd londyński to „władza samozwańcza, nielegalna, opierająca się na bezprawnej faszystowskiej konstytucji z 1935 roku”.
To twierdzenie było jednak odwróceniem rzeczywistości. Krajowa Rada Narodowa – powołana w Warszawie w nocy z 31 grudnia 1943 na 1 stycznia 1944 roku – nie miała żadnego demokratycznego umocowania. Była grupą kilkudziesięciu działaczy komunistycznych, działającą pod kontrolą Moskwy i Polskiej Partii Robotniczej. Jak wskazują historycy, PKWN ogłoszono na antenie Radia Moskwa, a jego tekst sporządzono na Kremlu, nie w Polsce.
Co więcej, sygnatariusze PKWN zawarli z sowiecką stroną umowy, które de facto oddawały Stalinowi pełnię władzy na wyzwalanych terytoriach polskich. Oddanie terenów operacyjnych pod sowiecką jurysdykcję wojskową, zgoda na działanie sowieckiego aparatu represji – NKWD na ziemiach polskich – to nie była normalna zmiana rządów. To była kapitulacja suwerenności.
Z konstytucyjnego punktu widzenia przejęcie władzy przez komunistów w 1944–1945 roku było pozbawione jakiejkolwiek legalności. Nie odbyło się na podstawie żadnej obowiązującej procedury polskiego prawa. Nie było wynikiem demokratycznego wyboru. Było wynikiem narzucenia siłą przez obcą armię, przy biernej akceptacji zachodnich sojuszników zmęczonych wojną.
Konstytucja z 1952 roku – akt podporządkowania
Tymczasowy porządek komunistyczny sformalizowano w Małej Konstytucji z 1947 roku, a następnie – definitywnie – w Konstytucji PRL z 22 lipca 1952 roku. Jej projekt był nie tylko wzorowany na stalinowskiej konstytucji ZSRR z 1936 roku, lecz dosłownie poprawiany odręcznie przez Józefa Stalina. Konstytucja ta zrywała z trójpodziałem władzy, likwidowała niezawisłość sądownictwa, a nominalną suwerenność przypisywała „Sejmowi” wybieranemu w warunkach jednopartyjnego terroru.
Z punktu widzenia nauki prawa taki dokument nie może być uznany za konstytucję w materialnym sensie tego słowa. Konstytucja – jako ustawa zasadnicza – winna wyrażać wolę suwerena, jakim jest naród, i gwarantować podstawowe prawa jednostki. Konstytucja PRL była narzędziem sprawowania władzy absolutnej przez jedną partię, zależną od obcego mocarstwa. Była prawnym kamuflażem totalitaryzmu.
Warto tu przytoczyć kryterium legalności władzy sformułowane przez prof. Józefa Orzeszyna: pełna legalność władzy wymaga łącznego spełnienia czterech warunków – faktycznego sprawowania władzy, poparcia większości obywateli, dojścia do władzy zgodnie z obowiązującą procedurą oraz uznania przez inne państwa. Komuniści, stosując to kryterium, nigdy nie spełnili warunków drugiego i trzeciego. Rządzili za pomocą terroru, fałszowania wyborów (referendum czerwcowe 1946, wybory 1947) i przy wsparciu sowieckiej armii stacjonującej w Polsce.
Rok 1989 – zmiana, ale jaka?
Jesień 1989 roku przyniosła w Polsce pokojową transformację. Po obradach Okrągłego Stołu, zakończonych porozumieniem z 5 kwietnia 1989 roku, przeprowadzono częściowo wolne wybory. W czerwcu 1989 roku Polacy mogli po raz pierwszy od 1939 roku głosować w warunkach względnej wolności – choć jedynie na część mandatów sejmowych. Senat jednak wyłoniony został w pełni demokratycznych wyborach i jego demokratyczna legitymizacja była bezsporna.
Okrągły Stół doprowadził do zmiany konstytucji PRL z 1952 roku – znowelizowanej ustawą z 7 kwietnia 1989 roku. Przywrócono urząd prezydenta i utworzono Senat. W lipcu 1989 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało na prezydenta gen. Wojciecha Jaruzelskiego – nikłą większością jednego głosu, w atmosferze politycznego nacisku i strachu. Nie był to demokratyczny wybór w pełnym sensie tego słowa.
Tutaj pojawia się fundamentalne pytanie konstytucjonalne: czy transformacja 1989 roku była legalnym przejęciem władzy, czy jedynie negocjowaną kontynuacją systemu PRL pod nowym szyldem? Część prawników – m.in. prof. Leszek Wiśniewski – wskazuje, że Polska z 1989 roku nie dokonała zerwania z porządkiem prawnym PRL, lecz jedynie ewolucji wewnątrz tego porządku. Trójka III Rzeczpospolita – paradoksalnie – wykazuje ciągłość prawną zarówno z II, jak i z PRL.
Krytycy transformacji wskazują, że porozumienia Okrągłego Stołu zawierano bez mandatu narodu, w gronie przedstawicieli reżimu i części opozycji. Nie było referendum, które legitymizowałoby ten proces. Komuniści nie zostali rozliczeni, ich majątek nie został skonfiskowany, tajne służby nie zostały rozwiązane, a nomenklatura sprawnie przetransferowała się do nowej rzeczywistości kapitalistycznej.
Z drugiej strony zwolennicy „realizmu politycznego” argumentują, że transformacja 1989 roku była możliwa jedynie w takim kształcie – jako kompromis wymuszony geopolityczną sytuacją Polski, obecnością armii sowieckiej, sowiecką kontrolą nad wojskiem i służbami. Radykalne prawne zerwanie z PRL mogło, ich zdaniem, zakończyć się sowiecką interwencją lub destabilizacją.
Kaczorowski i symboliczne odnowienie ciągłości
22 grudnia 1990 roku na Zamku Królewskim w Warszawie miał miejsce jeden z najważniejszych aktów symboliczno-prawnych w najnowszej historii Polski. Ryszard Kaczorowski – ostatni Prezydent RP na uchodźstwie, następca Macieja Rataja, Stanisława Ostrowskiego, Edwarda Raczyńskiego i Kazimierza Sabbata – przekazał insygnia władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie, wybranemu w pierwszych w pełni powszechnych demokratycznych wyborach prezydenckich.
Akt ten miał wymiar głęboko ustrojowy. Kaczorowski wcześniej, 20 grudnia 1990 roku, podpisał dekret rozwiązujący rząd emigracyjny. Przekazanie insygniów symbolizowało uznanie, że legalna ciągłość Rzeczypospolitej – podtrzymywana przez rząd londyński przez 51 lat na emigracji – powraca do kraju, do demokratycznie wybranego prezydenta. Jak ocenia prof. Paweł Kowal, „był to moment, w którym symbolicznie zakończyła się epoka zniewolenia, a państwowość polska odzyskała swoją historyczną ciągłość”.
Niestety gest Kaczorowskiego miał charakter wyłącznie symboliczny. Polska konstytucja ani żaden akt prawny nie zaakceptowały formalnie teorii, że III RP jest bezpośrednią prawną kontynuatorką II RP – a nie PRL-u. Konstytucja z 1997 roku ani nie stwierdziła, że PRL był państwem nielegalnym, ani nie uchwaliła formalnego powrotu do systemu konstytucyjnego sprzed 1944 roku. Do przywrócenia bezpośredniej ciągłości prawnej z II RP nie doszło.
Co mówi teoria prawa i konstytucjonalizm?
Z perspektywy naukowej możemy wyróżnić kilka stanowisk w kwestii legalności władzy w Polsce po 1945 roku:
Stanowisko legalistyczne: PRL nie był legalnym państwem polskim. Władza komunistyczna nigdy nie uzyskała konstytucyjnej legitymizacji, gdyż przejęła ją siłą, łamiąc obowiązujące prawo i przy wsparciu obcej armii. Ciągłość prawna II RP trwała nieprzerwalnie przez rząd na uchodźstwie aż do 1990 roku. Właśnie dlatego Kaczorowski przekazał insygnia Wałęsie – potwierdzając, że III RP dziedziczy nie PRL, lecz II RP.
Stanowisko realistyczne: Prawo nie funkcjonuje w próżni. Mimo braku legalności w sensie formalnym, komunistyczna władza przez 45 lat sprawowała efektywną kontrolę nad państwem, stanowiła prawo, zawierała umowy międzynarodowe, które obowiązują do dziś. Całkowite odrzucenie ciągłości z PRL prowadziłoby do prawnego chaosu – unieważnienia tysięcy aktów prawnych, umów, tytułów własności.
Stanowisko kompromisowe: Przyjmuje, że transformacja 1989 roku, choć formalnie prowadzona w ramach porządku prawnego PRL, przyniosła przełom jakościowy. Po czerwcu 1989 roku – dzięki demokratycznie wybranemu Senatowi i późniejszym wyborom powszechnym – III RP stopniowo budowała własną, demokratyczną legitymizację. Przekazanie insygniów przez Kaczorowskiego domknęło ten proces symbolicznie.
Konsekwencje prawne i polityczne – co trzeba zrobić?
Pytanie o legalność władzy po 1945 roku to nie tylko spór akademicki. Ma ono bardzo konkretne, praktyczne konsekwencje dla współczesnej Polski. Oto najważniejsze obszary wymagające działania:
1. Formalne uchwałowe potępienie PRL
Kilka razy w historii III RP podejmowano próby uchwalenia przez Sejm rezolucji stwierdzającej, że PRL był reżimem totalitarnym, narzuconym Polsce siłą, pozbawionym legitymizacji demokratycznej i konstytucyjnej. Taka deklaracja, choć pozbawiona skutków prawnych w sensie technicznym, miałaby ogromne znaczenie symboliczne i moralne.
2. Konstytucja akcentująca ciągłość z II RP
Obowiązująca Konstytucja z 2 kwietnia 1997 roku jest dokumentem kompromisu – jej preambuła wspomina wprawdzie o tradycji i dziedzictwie, ale nie zawiera jednoznacznego stwierdzenia ciągłości z II RP ani potępienia PRL. Nowa konstytucja – jeśli Polska kiedykolwiek ją uchwali – powinna w preambule jednoznacznie nawiązywać do II RP jako poprzedniczki III RP, a nie do PRL.
3. Lustracja i dekomunizacja
Polska lustracja – choć prowadzona od lat 90. – nigdy nie była tak kompleksowa jak np. czeska. Do dziś wiele osób powiązanych z aparatem represji PRL uniknęło jakiejkolwiek odpowiedzialności, korzystając m.in. z luk w prawie i upływu terminów przedawnienia. Państwo, które serio traktuje nielegalność komunistycznej władzy, winno doprowadzić do pełnego ujawnienia i oceny historycznej tych działań.
4. Rozliczenie majątku przejętego przez komunistów
Nacjonalizacja majątków prywatnych, przeprowadzona w latach 40. na podstawie dekretów komunistycznych, była nielegalna. III RP podjęła pewne kroki reprywatyzacyjne, ale nigdy nie wypracowała systemowego, sprawiedliwego rozwiązania, które naprawiłoby krzywdy wyrządzone ofiarom komunistycznej nacjonalizacji.
5. Uznanie postanowień jałtańskich za naruszenie prawa narodów
Polska nigdy formalnie nie zakwestionowała na forum prawa międzynarodowego postanowień konferencji jałtańskiej jako naruszenia zasady samostanowienia narodów i suwerenności państwa polskiego. Taka deklaracja – o charakterze historyczno-politycznym – wzmacniałaby polskie roszczenia moralne wobec Rosji jako następczyni ZSRR.
Czy władza od 1945 do 1989 roku była nielegalna?
Odpowiedź brzmi: tak, z punktu widzenia polskiego prawa konstytucyjnego i standardów demokratycznych – komunistyczna władza w Polsce była pozbawiona legalnej legitymizacji. Przejęto ją siłą, z pogwałceniem obowiązującej Konstytucji, przy wsparciu obcej armii i z naruszeniem elementarnych zasad suwerenności narodu. Żadne wolne wybory, żaden konstytucyjny akt, żadna demokratyczna procedura nie stały u jej podstaw. PKWN, KRN i wszystkie kolejne organy PRL wywodziły swój byt z tego samego zatrutego źródła – sowieckiej przemocy i satelitarnej zależności.
Co do roku 1989 – ocena jest bardziej złożona. Transformacja Okrągłego Stołu była procesem dwuznacznym: z jednej strony dała Polsce pierwsze demokratyczne instytucje po II wojnie światowej, z drugiej – odbyła się w ramach prawnym porządku PRL, bez formalnego zerwania ciągłości z poprzednim systemem. Dopiero gest Kaczorowskiego z 22 grudnia 1990 roku oraz wybór Wałęsy w pełni powszechnych wyborach zamknęły – przynajmniej symbolicznie – erę komunizmu i otworzyły erę prawdziwej ciągłości z tradycją Rzeczypospolitej.
Historia nie cofa się jednak bez wysiłku. Polska III Rzeczpospolita – jeśli chce być godną dziedziczką II RP – musi tę ciągłość nie tylko celebrować symbolicznie, lecz także utrwalać prawnie, przez rzetelne prawo, sprawiedliwe instytucje i gotowość do mierzenia się z najtrudniejszymi pytaniami własnej historii.
Artykuł ma charakter historyczno-analityczny i prezentuje różne stanowiska nauki prawa i historiografii.





Zostaw odpowiedź