Wstęp: Od projektu pokoju do maszyny regulacyjnej
Unia Europejska powstała na gruzach II wojny światowej jako rewolucyjny projekt pokoju, współpracy gospodarczej i wspólnego dobrobytu. Jej fundamentami miały być zdrowy rozsądek, zasada pomocniczości oraz przekonanie, że decyzje należy podejmować możliwie najbliżej obywatela. Przez dekady ten model sprawdzał się, przynosząc Europie najdłuższy okres pokoju w historii, wspólny rynek i wzrost dobrobytu.
W ostatnich kilkunastu latach jednak obserwujemy proces głębokiej transformacji, a może wręcz degeneracji tego projektu. Zamiast „Europy różnych prędkości” czy „Europy ojczyzn” mamy do czynienia z coraz bardziej agresywną centralizacją władzy w Brukseli, produkcją nadmiernych regulacji oraz decyzjami oderwanymi od realiów gospodarczych, społecznych i kulturowych państw członkowskich. Projekt, który miał scalać, coraz częściej dzieli; który miał wzmacniać konkurencyjność, tę konkurencyjność osłabia; który miał budować demokratyczną legitymację, traci zaufanie obywateli.
Ten artykuł nie jest atakiem na samą ideę integracji europejskiej, która w swej pierwotnej formie pozostaje wartościowa. Jest to krytyczna analiza konkretnych decyzji i kierunków polityki, które – z perspektywy ekonomisty, dziennikarza i zwykłego obywatela – można uznać za wyjątkowo nieprzemyślane, kosztowne lub wręcz szkodliwe. Analiza ta nie opiera się na emocjach, ale na danych ekonomicznych, obserwacji konsekwencji społecznych oraz ocenie procesów decyzyjnych.
Pytania, które stawiamy, są fundamentalne dla każdej demokratycznej wspólnoty: jakie były rzeczywiste skutki tych decyzji? Co poszło nie tak w procesie ich podejmowania? Dlaczego nikt realnie nie poniósł odpowiedzialności za te błędy? I czy ktokolwiek jeszcze ją poniesie, zanim UE utraci zdolność do korekty kursu?

1. Zielony Ład w obecnym kształcie: Ideologia przed realiami
Europejski Zielony Ład, ogłoszony w 2019 roku, miał być sztandarowym projektem UE, „nową strategią wzrostu” łączącą ochronę klimatu z rozwojem gospodarczym. W założeniu miał przekształcić UE w „pierwszy neutralny dla klimatu kontynent”. W praktyce stał się przykładem polityki ideologicznej, narzuconej bez odpowiedniej analizy kosztów, skutków społecznych i geopolitycznych.
Skutki: Bilans kosztów i strat
- Gwałtowny wzrost kosztów energii – Pakiet „Fit for 55” (redukcja emisji o 55% do 2030 r.) znacząco podniósł koszty energii dla przemysłu i gospodarstw domowych. Według analiz think tanku Bruegel, polityka klimatyczna odpowiada za ok. 20-30% wzrostu cen energii w UE przed kryzysem energetycznym 2022 roku.
- Spadek konkurencyjności europejskiego przemysłu – Energochłonne sektory (hutnictwo, chemia, ceramika) zaczęły masowo przenosić produkcję poza UE, głównie do USA (gdzie energia jest tańsza dzięki łupkom) i Azji. Zjawisko carbon leakage (ucieczka emisji) stało się faktem, zamiast być teoretycznym zagrożeniem.
- Deindustrializacja w przyspieszonym tempie – Niemcy, motorek europejskiej gospodarki, odnotowały w 2023 roku najwyższy od 30 lat spadek produkcji przemysłowej. Podczas gdy USA inwestują w swój przemysł przez Inflation Reduction Act (IRA), UE nakłada nań dodatkowe koszty.
- Presja inflacyjna uderzająca w najuboższych – Koszty transformacji są regresywne: najbiedniejsze gospodarstwa domowe wydają większą część dochodów na energię i żywność, których ceny zostały podbite przez politykę klimatyczną.
Co jest nie tak: Błąd w założeniach
- Ignorowanie czasu i fizyki – Transformacja energetyczna wymaga dekad i stabilnych źródeł podstawowych. UE postawiła na niestabilne OZE, jednocześnie wygaszając stabilną energię jądrową i gazową, zanim powstała odpowiednia infrastruktura magazynowania.
- Subsydia zamiast innowacji – Zamiast inwestować w badania nad przełomowymi technologiami (jak fuzja jądrowa, zaawansowana geotermia), UE skupiła się na subsydiowaniu istniejących, niedojrzałych technologii (jak fotowoltaika i wiatraki), jednocześnie importując je z Chin.
- Brak analizy geopolitycznej – UE uczyniła się zależną od Chin w łańcuchach dostaw dla zielonych technologii (metale ziem rzadkich, panele, turbiny). Wymiana zależności od rosyjskiego gazu na zależność od chińskich technologii nie jest postępem strategicznym.
Odpowiedzialność: Rozmyta i nieefektywna
Decyzje były kolektywne, rozmyte między Komisję Europejską (zwłaszcza wiceszefów Frans Timmermans i Margrethe Vestager), Radę Europejską (szefowie państw) i Parlament Europejski. Polityczna odpowiedzialność za błędne założenia jest niemożliwa do nałożenia, ponieważ brakuje mechanizmu, który pozwoliłby obywatelom pociągnąć do odpowiedzialności konkretne osoby w Brukseli. Zielony Ład stał się „świętą krową”, której krytyka jest traktowana jak atak na samą ideę ochrony klimatu.

2. System handlu emisjami (ETS): Rynek czy maszynka do spekulacji?
EU Emissions Trading System miał być flagowym, rynkowym mechanizmem ograniczania emisji CO₂. Zasada była prosta: ograniczyć pulę dostępnych uprawnień, by ich cena skłaniała do inwestycji w niskoemisyjne technologie. W praktyce stał się jednym z najbardziej wypaczonych rynków finansowych, gdzie spekulacja dominuje nad realizacją celów ekologicznych.
Skutki: Kto na tym zyskuje?
- Drastyczny wzrost cen energii elektrycznej i ciepła – Koszt uprawnień do emisji (z ok. 5-10 euro/tonę w latach 2013-2017 do ponad 100 euro/tonę w 2023) jest wprost przenoszony na rachunki konsumentów. To mechanizm podatkowy w przebraniu rynku.
- Ogromne transfery pieniędzy do funduszy finansowych – Szacuje się, że od 2008 roku instytucje finansowe zarobiły na handlu uprawnieniami emisyjnymi dziesiątki miliardów euro, nie redukując przy tym ani grama emisji. Rynek stał się atrakcyjny dla spekulantów ze względu na sztuczne niedobory i zmienność.
- Paradoksalne premie dla największych trucicieli – W początkowej fazie ETS najwięcej darmowych uprawnień otrzymały wielkie elektrownie i huty, które mogły je odsprzedać, osiągając miliardowe zyski kosztem społeczeństwa (tzw. windfall profits).
Co jest nie tak: Wypaczenie idei
- Cena oderwana od kosztu redukcji – Cena uprawnień nie odzwierciedla rzeczywistego kosztu zmniejszenia emisji o tonę w danym sektorze, lecz nastroje rynkowe, spekulację i interwencje polityczne (jak decyzja o wycofywaniu uprawnień z rynku przez Komisję).
- Brak zabezpieczeń przed ekstremami – System nie ma wbudowanych mechanizmów (np. pułapu cenowego), które chroniłyby gospodarkę przed skokami cen w okresach niedoboru energii lub spekulacji.
- Kara dla Europy, zysk dla innych – Podczas gdy europejski przemysł płaci za emisje, konkurenci z USA, Chin czy Indii nie ponoszą podobnych kosztów, co daje im przewagę konkurencyjną.
Odpowiedzialność: Anonimowi architekci systemu
Projektanci ETS z Dyrekcji Generalnej ds. Klimatu i z Parlamentu Europejskiego pozostają anonimowi dla opinii publicznej. Brak personalizacji odpowiedzialności za ewidentne wady systemu (które były krytykowane już na etapie projektowania) sprawia, że nikt nie czuje się zobowiązany do gruntownej reformy. Zamiast tego, system jest tylko rozszerzany na nowe sektory (jak transport i budynki), co grozi dalszym wzrostem cen dla obywateli.

3. Zakaz sprzedaży samochodów spalinowych od 2035: Technologiczna dyktatura
Decyzja Parlamentu Europejskiego i Rady z 2022 roku o zakazie rejestracji nowych samochodów z silnikami spalinowymi od 2035 roku jest emblematycznym przykładem technokratycznej arogancji. To nie rynek i innowacje, lecz polityczna decyzja ma zdeterminować przyszłość najważniejszej gałęzi europejskiego przemysłu.
Skutki: Samobójstwo przemysłowe
- Osłabienie europejskiego sektora motoryzacyjnego – Europa to kolebka przemysłu samochodowego. Nakazanie przejścia na jedną, konkretną technologię (elektryczną) w ściśle określonym czasie odbiera firmom czas na naturalną transformację i eksperymentowanie z alternatywami.
- Uzależnienie od Chin w zakresie baterii i surowców – Obecnie Chiny kontrolują ok. 80% globalnego łańcucha dostaw baterii litowo-jonowych. Europa, dążąc do elektryfikacji, stała się klientem strategicznym Pekinu, podczas gdy sama ma niewielkie moce produkcyjne.
- Wzrost cen samochodów i wykluczenie transportowe – Średnia cena samochodu elektrycznego jest nadal znacząco wyższa niż spalinowego. Dla klasy średniej i niższej samochód osobisty może przestać być osiągalny, co pogłębi nierówności w dostępie do mobilności.
- Nierozwiązane problemy infrastrukturalne i surowcowe – Decyzja zapadła bez gwarancji, że do 2035 roku powstanie wystarczająca sieć ładowania, a surowce (lit, kobalt, nikiel) będą dostępne w wymaganej ilości bez niszczenia środowiska i łamania praw człowieka.
Co jest nie tak: Dogmatyzm zamiast pragmatyzmu
- Odrzucenie neutralności technologicznej – Zamiast postawić cel (zeroemisyjność) i pozwolić rynkowi znaleźć najlepsze ścieżki (elektryczne, wodorowe, e-paliwa, zaawansowane hybrydy), UE wybrała jedną opcję, faworyzując przy tym nieeuropejskich dostawców technologii.
- Ignorowanie miksu energetycznego – Samochód elektryczny jest tak czysty, jak energia, którą się ładuje. W krajach, gdzie energetyka węglowa dominuje (jak Polska czy Niemcy w okresach bezwietrznych), elektryfikacja transportu daje niewielkie korzyści klimatyczne, a ogromne koszty.
- Pogarda dla wyboru konsumenta – Decyzja odbiera obywatelom prawo do wyboru technologii, która najlepiej odpowiada ich potrzebom (zasięg, cena, charakter użytkowania).
Odpowiedzialność: Zieloni i komisarze bez wizji
Odpowiedzialność polityczną ponoszą przede wszystkim frakcje Zielonych i socjaldemokratów w Parlamencie Europejskim, które forsowały ten zakaz, oraz komisarz ds. klimatu Frans Timmermans. Decyzję podjęto pod presją aktywistów klimatycznych i bez rzetelnej debaty nad alternatywami. Kiedy w 2023 roku Niemcy niespodziewanie zażądały wyjątku dla e-paliw, okazało się, że cały proces był bardziej politycznym targiem niż przemyślaną strategią przemysłową.

4. Polityka migracyjna bez kontroli: Otwartość bez integracji
Od kryzysu migracyjnego w 2015 roku, unijna polityka migracyjna dryfuje między chaosem a ideologią. Promowana przez część elit „otwartość” nie została poparta skutecznymi mechanizmami kontroli granic zewnętrznych, integracji oraz rozróżnienia między uchodźcami wojennymi a migrantami ekonomicznymi.
Skutki: Rozłamy społeczne i fikcja solidarności
- Głębokie napięcia społeczne i wzrost populizmu – Masowa, niekontrolowana migracja z lat 2015-2016 stała się paliwem dla partii populistycznych i nacjonalistycznych w całej UE, destabilizując sceny polityczne wielu krajów (Włochy, Szwecja, Niemcy, Austria).
- Wzrost kosztów socjalnych i obciążenie systemów – Kraje docelowe (Niemcy, Szwecja, Francja) poniosły miliardowe koszty związane z zapewnieniem schronienia, opieki zdrowotnej, edukacji i świadczeń socjalnych dla setek tysięcy nowych przybyszów, często bez odpowiednich środków z budżetu UE.
- Spadek poczucia bezpieczeństwa i wzrost przestępczości – Choć większość migrantów nie popełnia przestępstw, statystyki w niektórych krajach (zwłaszcza Szwecji) wskazują na nieproporcjonalny wzrost przestępczości wśród młodych migrantów, co podważa zaufanie do państwa i polityki integracyjnej.
- Kryzys humanitarny na granicach i wyzysk przemytników – Brak legalnych ścieżek migracji oraz systemu azylowego odstraszającego nadużycia sprawił, że kwitnie przemyt ludzi, a na granicach (np. między Białorusią a Polską) dochodzi do tragedii humanitarnych.
Co jest nie tak: Utopijne założenia i hipokryzja
- Ignorowanie różnic kulturowych i możliwości absorpcyjnych – Polityka oparta na idei „multikulturalizmu” nie uwzględniła skali różnic kulturowych oraz ograniczonej zdolności społeczeństw europejskich do asymilacji dużych, jednolitych kulturowo grup w krótkim czasie.
- Brak rzeczywistej solidarności – Mechanizm relokacji kwotowej okazał się fiaskiem. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej odmówiły przyjmowania migrantów, a kraje Zachodu nie były skłonne do rzeczywistego finansowania ochrony granic zewnętrznych (np. przez Grecję, Włochy czy Hiszpanię).
- Zamiana migracji w kwestię moralną, a nie polityczną – Debatę publiczną zdominowały emocje i oskarżenia o „brak człowieczeństwa”, co uniemożliwiło racjonalną dyskusję o limitach, kryteriach i warunkach przyjmowania migrantów.
Odpowiedzialność: Merkel i Komisja pod presją
Symboliczną odpowiedzialność za kryzys 2015 roku ponosi kanclerz Niemiec Angela Merkel i jej słynne „Wir schaffen das” („Damy radę”), które stało się sygnałem zachęcającym dla migrantów. Na poziomie UE odpowiedzialność spoczywa na Komisji Junckera oraz komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos, którzy nie byli w stanie zaproponować spójnego, wykonalnego planu. Jednak jak zwykle w UE, nikt nie stracił stanowiska ani nie poniósł politycznych konsekwencji za ten wielowymiarowy kryzys.

5. Wspólna Polityka Rolna w nowej odsłonie: Biurokracja zamiast produkcji
Wspólna Polityka Rolna (WPR), niegdyś fundament dobrobytu i samowystarczalności żywnościowej UE, została w ostatnich latach przekształcona w narzędzie realizacji celów Zielonego Ładu. Rolnicy stali się nie producentami żywności, lecz wykonawcami absurdalnie skomplikowanych formularzy i dostawcami „usług ekosystemowych”.
Skutki: Kryzys w rolnictwie i wzrost cen
- Spadek opłacalności produkcji i likwidacja małych gospodarstw – Narzucenie wyśrubowanych norm środowiskowych (np. ograniczenie nawozów i pestycydów, ugorowanie 4% gruntów) bez rekompensaty w postaci wyższych cen skupu sprawia, że mniejsze gospodarstwa przestają być rentowne. Tysiące rolników w całej UE protestuje.
- Wzrost cen żywności i zależność importowa – Ograniczenie produkcji w UE przy stałym popycie prowadzi do wyższych cen i większego importu z krajów o niższych standardach środowiskowych (np. Ukrainy, Brazylii), co jest klasycznym przykładem „ucieczki emisji” w rolnictwie.
- Biurokratyzacja zawodu rolnika – Szacuje się, że rolnicy poświęcają nawet 1/3 czasu na wypełnianie wniosków i dokumentację zamiast na pracę na roli. Kontrole są uciążliwe, a kary za błędy w papierach – dotkliwe.
- Zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego – W obliczu wojny w Ukrainie (spichlerz Europy) okazało się, że dążenie do zmniejszania areału upraw i hodowli w imię celów środowiskowych może być ryzykowne geostrategicznie.
Co jest nie tak: Miastowi projektanci na wsi
- Projektowanie polityki przez urzędników oderwanych od realiów wsi – Decydenci w Brukseli (często pochodzący z dużych miast) traktują rolnictwo jako źródło problemów środowiskowych, a nie jako strategiczny sektor zaopatrzenia w żywność.
- Jednolity szablon dla zróżnicowanych regionów – Te same wymogi stosuje się do wielkoobszarowych gospodarstw na Węgrzech i małych rodzinnych farm w górzystej Austrii, co jest niesprawiedliwe i nieefektywne.
- Zielony Ład jako nadrzędny cel – Cele środowiskowe (bioróżnorodność, redukcja emisji z rolnictwa) postawiono ponad celem podstawowym: wydajną produkcją zdrowej i taniej żywności dla Europejczyków.
Odpowiedzialność: Komisja rolnictwa i Zieloni
Bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Komisja Europejska, a zwłaszcza komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski, który zgodził się na włączenie ekologicznych „schematów” do WPR, czyniąc z niej politykę klimatyczną. Parlament Europejski, w którym frakcja Zielonych ma znaczący wpływ na kształt polityk środowiskowych, także przyczynił się do tego kierunku. Protesty rolników w 2023 i 2024 roku zmusiły Komisję do pewnych ustępstw (np. czasowego zawieszenia wymogu ugorowania), co pokazuje, że presja uliczna jest skuteczniejsza niż racjonalne argumenty.

6. Nadregulacja rynku cyfrowego: DMA i DSA – bariera dla innowacji
Digital Markets Act (DMA) i Digital Services Act (DSA), przyjęte w 2022 roku, miały być odpowiedzią na dominację wielkich technologicznych gigantów (tzw. gatekeeperów) oraz na zagrożenia związane z nielegalnymi treściami w sieci. W założeniu miały chronić konsumentów i mniejszych graczy. W praktyce stały się kolejnymi przykładami europejskiej skłonności do nadmiernej, przedwczesnej regulacji, która zamiast stymulować konkurencję, ją tłamsi.
Skutki: Europa jako technologiczny skansen
- Spowolnienie innowacji i ucieczka startupów – Obciążenie kosztami zgodności z nowymi przepisami (zwłaszcza dla średnich firm aspirujących do wzrostu) jest tak duże, że wiele obiecujących firm woli przenieść siedzibę poza UE (np. do Szwajcarii, Wielkiej Brytanii czy USA) jeszcze zanim osiągną próg bycia „gatekeeperem”.
- Wzrost barier wejścia i cementowanie pozycji gigantów – Paradoksalnie, skomplikowane i kosztowne regulacje są najłatwiejsze do udźwignięcia dla najbogatszych firm (Google, Meta, Amazon), które mają armie prawników i compliance officerów. Dla małych konkurentów stanowią one często barierę nie do pokonania.
- Pogorszenie usług dla konsumentów – Niektóre zapisy DMA (jak zakaz łączenia danych z różnych usług) mogą prowadzić do pogorszenia jakości spersonalizowanych usług (np. rekomendacji, bezpieczeństwa) bez wyraźnej korzyści dla konsumenta.
- Europa jako regulator globalny, a nie innowator – UE specjalizuje się w tworzeniu regulacji (RODO, DMA, DSA), podczas gdy USA i Azja specjalizują się w tworzeniu przełomowych technologii (sztuczna inteligencja, biotechnologie, fintech). To strategia defensywna, która nie gwarantuje przyszłej prosperity.
Co jest nie tak: Regulowanie przyszłości w oparciu o przeszłość
- Regulowanie zjawisk, których się nie rozumie – Ustawy były pisane przez prawników i polityków, którzy często nie mają głębokiego zrozumienia technologii, którą próbują regulować. Skutkiem są nieprecyzyjne definicje (np. „duże platformy”) i ryzyko niezamierzonych konsekwencji.
- Skupienie na karaniu liderów, a nie na budowaniu alternatyw – Zamiast inwestować w europejskie championy technologiczne (np. przez ulgi podatkowe dla R&D, venture capital), UE skupia się na karaniu amerykańskich i chińskich gigantów.
- Ryzyko fragmentacji internetu – Różne reżimy regulacyjne w różnych jurysdykcjach mogą prowadzić do powstawania „silosów” internetu, gdzie usługi globalne muszą być dostosowywane lokalnie, co zwiększa koszty i ogranicza synergię.
Odpowiedzialność: Vestager i dominacja prawników
Główną architektką tych regulacji jest wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Margrethe Vestager, która od lat prowadzi krucjatę przeciwko amerykańskim gigantom technologicznym. Jej podejście – zorientowane na prawo konkurencji i ochronę konsumenta – zdominowało myślenie o gospodarce cyfrowej w UE. Jednak brak wyraźnych sukcesów (czy europejskie firmy cyfrowe zyskały na jej polityce?) nie wpłynął na jej pozycję. Odpowiedzialność ponosi także Parlament Europejski, który przegłosował te akty bez głębszej refleksji nad ich długofalowym wpływem na innowacyjność kontynentu.

7. Euro jako waluta dla wszystkich: Konstrukcja bez fundamentów
Wprowadzenie euro w 1999 (gotówka od 2002) było najśmielszym krokiem integracji. Jednak projekt unii walutowej bez unii fiskalnej, bankowej i politycznej okazał się konstrukcją wadliwą, co boleśnie ujawniły kryzysy: finansowy 2008-2009, zadłużeniowy w strefie euro 2010-2015 i pandemia COVID-19.
Skutki: Stałe napięcia i transfery bez reform
- Kryzysy zadłużeniowe i programy ratunkowe – Kraje południa (Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia) utraciły możliwość dewaluacji własnej waluty jako narzędzia dostosowawczego w czasie recesji. Skutkowało to głębokimi kryzysami, wymagającymi bolesnych reform (austerity) i miliardowych pakietów ratunkowych od krajów północy (głównie Niemiec).
- Trwałe różnice konkurencyjności i nierównowagi handlowe – Niemcy, dzięki niskim kosztom pracy i wysokiej produktywności, zgromadziły ogromną nadwyżkę handlową. Kraje południa mają chroniczne deficyty. Euro utrwaliło te różnice, zamiast je niwelować.
- Polityczne napięcia między Północą a Południem – Obywatele krajów „oszczędnych” (Niemcy, Holandia, Finlandia) mają poczucie, że płacą za nieodpowiedzialność innych. Obywatele krajów „zadłużonych” czują się ofiarami dyktatu z Brukseli i Berlina. To podkopuje solidarność europejską.
- Bank Centralny jako jedyne spoiwo – Europejski Bank Centralny (ECB) stał się de facto głównym strażnikiem stabilności strefy euro, podejmując kontrowersyjne działania (jak skup obligacji państwowych w ramach programu OMT i QE), które wchodzą w sferę polityki fiskalnej, choć nie ma do tego mandatu politycznego.
Co jest nie tak: Polityka przed ekonomią
- Kryteria konwergencji jako fikcja – Kraje przyjęły euro, spełniając kryteria z Maastricht (dług, deficyt) często dzięki kreatywnej księgowości (przykład Grecji jest tu jaskrawy). Brakowało rzeczywistej konwergencji gospodarczej.
- Brak mechanizmów naprawczych – W unii walutowej szoki asymetryczne (dotykające jedne kraje bardziej niż inne) wymagają albo mobilności siły roboczej, albo transferów fiskalnych, albo elastyczności płac. W UE te mechanizmy są słabo rozwinięte.
- Dylemat „więcej lub mniej Europy” – Aby euro funkcjonowało stabilnie, potrzebna jest głębsza integracja fiskalna (wspólny budżet, euroobligacje). Ale na to nie zgadzają się kraje północy, obawiające się transferów. Impas jest trwały.
Odpowiedzialność: Kohl, Mitterrand i ślepa wiara w integrację
Odpowiedzialność historyczną ponoszą ojciec założyciel euro, kanclerz Niemiec Helmut Kohl, oraz prezydent Francji François Mitterrand, którzy traktowali euro głównie jako projekt polityczny (związanie Niemiec z Europą po zjednoczeniu). Ekonomiści (jak zmarły Milton Friedman) ostrzegali przed przedwczesnością tej unii, ale głosy te zostały zignorowane. Dziś odpowiedzialność za utrzymanie tej kruchej konstrukcji spoczywa na ECB i na przywódcach państw strefy euro, którzy nie potrafią wyjść z impasu między federalizacją a dezintegracją.

8. Centralizacja władzy w Brukseli: Śmierć zasady pomocniczości
Zasada pomocniczości (subsidiarity), zapisana w traktatach, stanowi, że UE podejmuje działanie tylko wtedy, gdy cele nie mogą zostać skutecznie zrealizowane na poziomie krajowym, regionalnym lub lokalnym. W ostatnich dwóch dekadach zasada ta jest systematycznie łamana. Bruksela stopniowo przejmuje kompetencje w dziedzinach, które powinny pozostać w gestii państw członkowskich.
Skutki: Demokratyczny deficyt i alienacja
- Alienacja obywateli i wzrost eurosceptycyzmu – Kiedy decyzje zapadają w odległej Brukseli, a obywatele nie widzą bezpośredniego wpływu na proces, tracą zaufanie do instytucji unijnych. Referenda w Holandii, Francji czy Irlandii (odrzucające traktaty lub umowy) są często buntem przeciwko tej odległości.
- Uniformizacja życia w różnorodnej Europie – Próby narzucania tych samych standardów w tak różnych obszarach jak system sądowniczy, polityka społeczna czy edukacja prowadzą do zacierania się bogatej różnorodności kontynentu i budzą opór.
- Spadek zaufania do instytucji krajowych – Rządy narodowe często używają Brukseli jako „kozła ofiarnego”, zrzucając na nią odpowiedzialność za niepopularne decyzje („Bruksela kazała”). To osłabia krajowe systemy polityczne.
- Przerośnięta biurokracja i lobbing – Centralizacja przyciąga do Brukseli tysiące lobbystów, którzy starają się wpływać na legislację. Powstaje zamknięty ekosystem urzędników, polityków i grup interesu, oderwany od realnych problemów zwykłych ludzi.
Co jest nie tak: Imperatyw „więcej Europy”
- Traktowanie integracji jako celu samego w sobie – Dla wielu eurokratów i federalistów każde przejęcie kompetencji na poziom unijny jest postępem, niezależnie od praktycznych skutków. To myślenie ideologiczne.
- Wykorzystywanie kryzysów do przesuwania kompetencji – Kryzys finansowy, migracyjny, pandemiczny i energetyczny były każdorazowo wykorzystywane jako pretekst do zwiększania uprawnień instytucji unijnych (np. poprzez fundusz odbudowy NextGenerationEU, który dał Komisji prawo do zaciągania pożyczek).
- Słabość mechanizmów kontroli zasady pomocniczości – Protokół o zasadzie pomocniczości i proporcjonalności jest mało skuteczny. Parlamenty narodowe mogą wydać „żółtą kartkę”, ale Komisja rzadko się tym przejmuje.
Odpowiedzialność: Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości
Głównym motorem centralizacji jest Komisja Europejska, której urzędnicy mają naturalną skłonność do poszerzania swoich kompetencji. Kluczową rolę odgrywa też Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE), który w swoich orzeczeniach często interpretuje prawo na korzyść szerszych kompetencji UE (zasada „efektywności” – effet utile). Odpowiedzialność ponoszą także rządy narodowe, które zgadzają się na przekazywanie kompetencji w zamian za krótkoterminowe korzyści polityczne lub finansowe.
brak obrazka spowodowany cenzurą ai zastanawiające ?
9. Sankcje gospodarcze bez analizy skutków: Strzał w stopę
UE stała się w ostatniej dekadzie coraz bardziej skłonna do stosowania gospodarczych środków przymusu (sankcji) jako narzędzia polityki zagranicznej. Podczas gdy sankcje wobec reżimu Łukaszenki czy za aneksję Krymu były względnie skuteczne, to masowy pakiet sankcji na Rosję po inwazji na Ukrainę w 2022 roku ujawnił poważne wady w procesie ich projektowania i w braku analizy skutków dla samej UE.
Skutki: Symetryczne uderzenie
- Gwałtowny wzrost cen energii i hiperinflacja – Embargo na rosyjski węgiel, ropę i gaz (oraz mechanizm cenowy) doprowadziły do szoku cenowego w Europie. Inflacja w strefie euro sięgnęła 10%, a ceny gazu wzrosły dziesięciokrotnie, co uderzyło w przemysł i gospodarstwa domowe.
- Utrata rynków eksportowych i deindustrializacja – Rosja była ważnym rynkiem zbytu dla europejskich towarów (od luksusowych samochodów po maszyny). Sankcje zamknęły ten rynek, a jednocześnie Rosja znalazła nowych dostawców (Chiny, Indie) i rozwinęła własną produkcję substytucyjną (import substitution).
- Wzmocnienie gospodarek konkurencyjnych – USA, korzystając z taniej energii i programu IRA, przyciągały europejskie inwestycje przemysłowe. Chiny i Indie, kupując tanią rosyjską ropę, zyskały przewagę konkurencyjną.
- Finansowanie wojny przez pośredników – Sankcje okazały się nieszczelne. Rosja przez kraje trzecie (Kazachstan, Turcja, ZEA) nadal pozyskuje zachodnie technologie i komponenty, a jej gospodarka, choć zmodyfikowana, nie upadła.
Co jest nie tak: Polityka symboli nad interesem
- Sankcje jako substytut polityki – Zamiast realistycznej strategii bezpieczeństwa i dyplomacji, UE (pod presją USA i opinii publicznej) sięgnęła po najostrzejsze narzędzie gospodarcze, nie mając planu B na wypadek, gdyby nie zadziałały.
- Ignorowanie zależności i opóźnienie w dywersyfikacji – Przez lata Niemcy i inne kraje budowały zależność od rosyjskich surowców. Sankcje nałożono bez uprzedniego zabezpieczenia alternatywnych dostaw, co było klasycznym błędem strategicznym.
- Asymetria kosztów – Koszty sankcji są nierówno rozłożone: Niemcy, Włochy, Czechy ponoszą większe koszty niż Francja czy Hiszpania. Brakuje mechanizmów solidarnej kompensacji tych różnic.
- Brak jasnego celu i ścieżki wyjścia – Czy celem jest zmiana reżimu w Rosji, wycofanie się z Ukrainy, czy zapłacenie reparacji? Bez jasnego celu i kryteriów sukcesu sankcje stają się wiecznym, kosztownym stanem, a nie narzędziem.
Odpowiedzialność: Borrell i Rada pod presją emocji
Głównym architektem unijnej polityki sankcyjnej jest Wysoki Przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Josep Borrell, oraz Rada Europejska (szefowie państw). Decyzje zapadały pod ogromną presją emocjonalną i medialną po rosyjskich zbrodniach wojennych. Racjonalna analiza długoterminowych skutków gospodarczych została zepchnięta na drugi plan przez imperatyw polityczno-moralny „zrobienia czegoś”. Kiedy skutki uderzyły w Europejczyków, nie było już odwrotu, by nie dać Putinowi poczucia zwycięstwa.

10. Brak realnej odpowiedzialności politycznej: Systemowy defekt demokracji
Ostatni i najważniejszy punkt to nie pojedyncza decyzja, lecz systemowy defekt konstrukcji unijnej: chroniczny brak realnej, personalnej odpowiedzialności politycznej za błędy, porażki i marnowanie publicznych pieniędzy.
Skutki: Cykl błędów i cynizm
- Powtarzanie tych samych błędów – Skoro nikt nie odpowiada za fiasko polityki migracyjnej z 2015 roku, to dlaczego miałyby się zmienić jej założenia? Skoro nikt nie odpowiada za koszty ETS, to dlaczego miałby on być zreformowany? Brak odpowiedzialności blokuje naukę na błędach.
- Cynizm elit i wzrost populizmu – Obywatele widzą, że ci sami komisarze, urzędnicy i europosłowie, którzy podjęli złe decyzje, pozostają na stanowiskach lub przechodzą na jeszcze lepsze. To rodzi przekonanie, że UE to klub dla wtajemniczonych, grający w grę oddzieloną od interesów zwykłych ludzi.
- Marnotrawstwo środków publicznych – Trybunał Obrachunkowy corocznie wskazuje na nieprawidłowości w wydatkach budżetu UE (ostatnio ok. 4% budżetu). Rzadko jednak prowadzi to do konsekwencji personalnych. Projekty jak „wieża niczego” (nieużywana wieża kontroli lotów w Jasionce Polsce) czy nadużycia w funduszach rolnych są traktowane jako koszt prowadzenia interesu.
- Osłabienie demokratycznej legitymizacji – W państwach narodowych obywatele mogą „wyrzucić” rząd w wyborach. W UE ten mechanizm jest niezwykle słaby. Komisja Europejska jest mianowana, a wybory do Parlamentu Europejskiego są traktowane jako wtórne wobec wyborów krajowych.
Co jest nie tak: Demokratyczny deficyt zapisany w genach
- Rozmyta legitymacja Komisji Europejskiej – Komisja ma charakter technokratyczno-polityczny. Jej przewodniczący jest wybierany przez przywódców państw, a nie w bezpośrednich wyborach. Komisarze są delegowani przez rządy. Nie ma wobec nich bezpośredniego mechanizmu odpowiedzialności przed europejskim demos.
- Słabość Parlamentu Europejskiego – Choć PE zyskał uprawnienia, wybory do niego są wciąż drugorzędne. Frekwencja jest niższa, a kampanie toczą się głównie wokół spraw krajowych. PE nie ma prawa inicjatywy ustawodawczej i rzadko odrzuca kluczowe propozycje Komisji.
- Kolektywna natura decyzji Rady – Rada Europejska i Rada UE podejmują decyzje kolektywnie. To pozwala krajowym przywódcom zrzucać odpowiedzialność na „kolektyw” i unikać konsekwencji w kraju za niepopularne decyzje podjęte w Brukseli.
- Immunitety i przywileje kasty eurokratów – Wysokie pensje, immunitety i system emerytalny odseparowany od systemów krajowych tworzą wrażenie kasty uprzywilejowanej, która żyje w innym świecie niż obywatele.
Odpowiedzialność: My wszyscy, którzy godzimy się na ten system
Ostatecznie odpowiedzialność za brak odpowiedzialności ponoszą państwa członkowskie, które nie chcą oddać suwerenności na tyle, by stworzyć prawdziwą federację z demokratycznie wybranym rządem europejskim, ani nie chcą przywrócić suwerenności narodom, pozostawiając UE jako hybrydowego, niedemokratycznego molocha. Odpowiedzialność ponoszą także obywatele UE, którzy nie interesują się wyborami do PE i nie domagają się reform instytucjonalnych. Wreszcie odpowiedzialność ponoszą media, które relacjonują Brukselę jako odległy, nudny temat, zamiast śledzić i ujawniać mechanizmy władzy.
Dlaczego nikt nie został ukarany? Anatomia systemu bez odpowiedzialności
Mechanizm unikania odpowiedzialności w UE jest wielowarstwowy:
- Rozproszenie decyzji – Każda decyzja jest wypadkową kompromisu między Komisją, Radą i Parlamentem. Kogo winić? „Unię” – abstrakcyjny byt.
- Technokratyczne uzasadnienia – Błędy polityczne są maskowane jako „konieczność techniczna”, „zalecenia ekspertów” lub „wymóg realizacji celów traktatowych”. To odbiera decyzjom wymiar polityczny, za który można by pociągnąć do odpowiedzialności.
- Rotacja stanowisk – Komisarze i wysocy urzędnicy służą jedną kadencję (5 lat), a potem przechodzą do sektora prywatnego (lobbying, korporacje) lub wracają do polityki krajowej. Zanim skutki ich decyzji staną się oczywiste, oni już są daleko.
- Brak niezależnych organów śledczych – Prokuratura Europejska (EPPO) ma ograniczone kompetencje. Dziennikarze śledczy mają utrudniony dostęp do dokumentów. Kultura whistleblowingu jest słaba.
Czy ktoś poniesie konsekwencje? Scenariusze przyszłości
Jeśli obecny kierunek się utrzyma, konsekwencje poniosą nie decydenci, lecz obywatele: w postaci niższego standardu życia, mniejszej liczby miejsc pracy, ograniczonych perspektyw dla młodych oraz rosnących napięć społecznych i między państwami członkowskimi. Możliwe scenariusze:
- Scenariusz marginalizacji – UE stanie się coraz mniej znaczącym graczem gospodarczym i politycznym na arenie światowej, dryfując w stronę skansenu regulacji i spadającej konkurencyjności.
- Scenariusz dezintegracji – Wzrost nastrojów eurosceptycznych może doprowadzić do kolejnego Brexitu (może ze strony Francji lub Włoch pod rządami skrajnej prawicy) lub do faktycznego rozpadu strefy euro.
- Scenariusz federalizacji pod przymusem – Kryzys (np. kolejny finansowy) może zostać wykorzystany do przeforsowania głębszej integracji fiskalnej i politycznej, ale bez demokratycznej legitymizacji, co wywoła jeszcze większy bunt.
- Scenariusz reformy (najbardziej optymistyczny) – Presja wyborcza (sukces partii krytycznych wobec status quo w wyborach do PE w 2029 i później) zmusi establishment do prawdziwych reform: powrotu do zasady pomocniczości, skupienia się na konkurencyjności, uproszczenia regulacji i wprowadzenia mechanizmów odpowiedzialności politycznej.
Jedyną realną formą odpowiedzialności na dziś jest presja wyborcza. Wybory do Parlamentu Europejskiego, a także wybory krajowe (gdzie kwestie europejskie są coraz ważniejsze) dają obywatelom szansę na zmianę kierunku. Wymaga to jednak od obywateli przełamania apatii i potraktowania UE jako wspólnoty, za którą się odpowiada, a nie jako zewnętrznej siły, która „się nam przydarza”.
Zakończenie: Krytyka z miłości, a nie z nienawiści
Krytyka Unii Europejskiej, szczególnie tak ostra jak ta, jest często odczytywana jako przejaw antyeuropejskości, russofilstwa lub krótkowzrocznego populizmu. To błąd. Prawdziwym przejawem troski o Europę jest milcząca akceptacja jej błędów i dryfu w kierunku, który może ją doprowadzić do upadku.
Projekt europejski jest zbyt cenny, by pozwolić mu się zmarnować przez arogancję elit, przez ideologiczne zacietrzewienie i przez systemowy brak odpowiedzialności. Pierwotna idea Europy współpracy, handlu, swobodnego przepływu ludzi i idei – Europy ojczyzn współpracujących ze sobą – wciąż jest aktualna i atrakcyjna.
Potrzebujemy jednak odwagi, by przyznać się do błędów. Potrzebujemy instytucjonalnych reform, które przywrócą związek między decydentem a obywatelem. Potrzebujemy powrotu do realizmu w polityce gospodarczej i zagranicznej. Bez tego nawet najlepsza idea – idea zjednoczonej, pokojowej i prosperującej Europy – może zamienić się w kosztowny, oderwany od rzeczywistości eksperyment, który skończy się rozczarowaniem tych, którzy w nią najbardziej wierzyli: jej obywateli.
Artykuł ma charakter opinii i analizy autora. Zachęcamy do dyskusji i konfrontacji z przedstawionymi tu tezami.






Zostaw odpowiedź