Ilustracja przedstawiająca mężczyznę w labiryncie zaktualizowanych dokumentów i teczek, z wagą sprawiedliwości w tle. Wokół znajdują się znaki wskazujące na różne przepisy i regulacje prawne.
Obraz ilustrujący chaos legislacyjny w Polsce, symbolizujący zagubienie w gąszczu przepisów prawnych.

Wprowadzenie: Epidemia Legislacyjna

Polska od lat zajmuje niechlubne, czołowe miejsca w rankingach „biegunki legislacyjnej”. Produkujemy tysiące stron aktów prawnych rocznie, tworząc nieprzenikniony labirynt, w którym gubią się nie tylko obywatele i przedsiębiorcy, ale często sami twórcy prawa. W samym tylko 2022 roku w Dzienniku Ustaw opublikowano blisko 32 tysiące stron maszynopisu nowego prawa. Dla porównania – przeczytanie tego zajęłoby przeciętnemu obywatelowi ponad 3 godziny dziennie, każdego dnia w roku. Gdyby zebrać wszystkie akty prawne obowiązujące w Polsce, powstałaby biblioteka licząca kilkaset tysięcy stron, pełna wzajemnych sprzeczności, odesłań i przepisów tymczasowych, które stają się stałymi.

obserwując ten system od lat, nie mam wątpliwości: ilość zabija jakość. W pośpiechu, często nocami, tworzone są przepisy niespójne, nielogiczne i – co najgorsze – często sprzeczne z duchem i literą Ustawy Zasadniczej. Prawo przestało być zbiorem zasad organizujących życie społeczne i gospodarcze, a stało się narzędziem politycznej gry, źródłem niepewności i generatorem kosztów transakcyjnych, które obniżają konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej.

Poniższe zestawienie 10 najbardziej absurdalnych regulacji prawnych w Polsce to nie tylko katalog błędów technicznych. To systemowa diagnoza choroby, która toczy polski system prawny, oraz wezwanie do radykalnej terapii deregulacyjnej. Każdy z tych przykładów pokazuje, jak źle skonstruowane prawo zabija przedsiębiorczość, uderza w obywateli i podważa zaufanie do państwa prawa.


Mężczyzna stojący obok worka z napisem 'BUDOWLA (PODATEK 2%)', z różnymi przedmiotami budowlanymi w środku, a w tle widok na dom z oznaczeniem 'BUDYNEK (NISKI PODATEK)'.
Ilustracja przedstawiająca absurdalność przepisów podatkowych dotyczących definicji budowli w Polsce, gdzie różne obiekty budowlane są obciążane wysokim podatkiem od wartości zamiast powierzchni.

1. Definicja „Budowli” w Podatku od Nieruchomości – Matka Absurdów Podatkowych

To matka wszystkich absurdów podatkowych, która od lat spędza sen z powiek przedsiębiorcom, inwestorom i zwykłym obywatelom. Problem wydaje się techniczny, ale jego konsekwencje finansowe są kolosalne.

Na czym polega sedno absurdu?
Polskie prawo podatkowe dzieli obiekty na trzy kategorie: grunty, budynki i budowle. Podatek od nieruchomości dla budynków naliczany jest od powierzchni użytkowej (stawki od 0,50 zł do 23,10 zł za m²), podczas gdy dla budowli – od ich wartości (stawka 2% rocznie). O ile pojęcie „budynku” jest zdefiniowane w miarę jasno (obiekt trwale związany z gruntem, wydzielony z przestrzeni za pomocą przegród budowlanych, posiadający fundamenty i dach), o tyle definicja „budowli” przez lata była prawdziwym workiem bez dna.

Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych odsyłała do Prawa budowlanego, które definiuje budowlę bardzo szeroko jako „każdy obiekt budowlany niebędący budynkiem lub obiektem małej architektury”. Ta pozornie niewinna kazuistyka rodziła monstrualne konsekwencje. Fiskus, poszukując dodatkowych źródeł przychodów, uznawał za budowlę (i opodatkowywał wysoką stawką 2%) praktycznie wszystko, co się dało: paczki automatów pocztowych, wiaty przystankowe, wyciągi narciarskie, silosy rolnicze, zbiorniki na paliwo, a nawet – w skrajnych interpretacjach organów podatkowych – ule, transformatory wewnątrz budynków czy instalacje odgromowe.

Przedsiębiorca nigdy nie mógł być pewny, czy jego inwestycja będzie traktowana jako budynek (niski, przewidywalny podatek) czy jako budowla (podatek mogący pochłonąć znaczną część wartości obiektu). Ta niepewność zniechęcała do inwestycji, szczególnie w sektorze przemysłowym, logistycznym i rolniczym. Powstał cały rynek doradztwa podatkowego mającego na celu „obronę” przed zakwalifikowaniem obiektu jako budowli, co generowało dodatkowe koszty.

Analiza
Werdykt: Niekonstytucyjne (Potwierdzone wyrokiem TK).
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 28 września 2021 r. (sygn. SK 14/21) jednoznacznie orzekł, że definiowanie przedmiotu opodatkowania w ustawie podatkowej poprzez odsyłanie do przepisów niepodatkowych (w tym przypadku Prawa budowlanego) jest niedopuszczalne i narusza Konstytucję RP.

  • Art. 84 i Art. 217 Konstytucji RP: Zasada nullum tributum sine lege (nie ma podatku bez ustawy) oraz zasada określoności prawa nakładają na ustawodawcę obowiązek tak precyzyjnego sformułowania przepisów podatkowych, aby obywatel mógł jednoznacznie określić, co jest przedmiotem opodatkowania, jak obliczyć podstawę opodatkowania i wysokość zobowiązania. Obywatel nie może być zmuszony do domyślania się lub studiowania aktów prawnych z innych dziedzin, aby dowiedzieć się, za co i ile musi zapłacić. Odesłanie do Prawa budowlanego, które służy innym celom niż fiskalne, łamało tę fundamentalną zasadę pewności prawa podatkowego.

Rekomendacja:
Wprowadzenie autonomicznej, zamkniętej i precyzyjnej definicji „budowli” bezpośrednio w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Definicja ta powinna wymienić katalog obiektów uznawanych za budowle w celach podatkowych, eliminując wszelkie wątpliwości interpretacyjne. Ponadto, należałoby rozważyć zmianę sposobu opodatkowania budowli, np. poprzez wprowadzenie stawek kwotowych od powierzchni lub jednostki, co zwiększyłoby przewidywalność obciążeń podatkowych.


Mężczyzna trzymający mały samochód, stojący przed maszyna przypominającą drukarkę z red Cross. Z urządzenia wypadają dokumenty, a obok otwór na pieniądze.
Ilustracja przedstawiająca absurdalne przepisy prawa w Polsce, symbolizująca chaos legislacyjny i nadmiar biurokracji w systemie podatkowym.

2. Składka Zdrowotna dla Przedsiębiorców – Dziedzictwo „Polskiego Ładu”

Przepis, który pod płaszczykiem ubezpieczenia zdrowotnego stworzył jeden z najbardziej niezrozumiałych i niesprawiedliwych podatków w najnowszej historii Polski.

Na czym polega sedno absurdu?
Przed reformą zwaną „Polskim Ładem” składka zdrowotna przedsiębiorcy była w dużej mierze odliczalna od podatku dochodowego, co sprawiało, że jej realny koszt netto był znacznie niższy. Obecny system jest laboratoryjnym przykładem chaosu:

  1. Brak górnego limitu (tzw. cap): Dla przedsiębiorców rozliczających się na skali podatkowej składka wynosi 9% dochodu, ale nie ma górnej granicy. Osoba osiągająca milionowy dochód zapłaci 90 000 zł składki zdrowotnej, otrzymując dokładnie ten sam zakres świadczeń medycznych co osoba płacąca 300 zł. To jawnie konfiskacyjny charakter, który odbiera składce cechę ubezpieczenia (gdzie składka jest w pewnej proporcji do ryzyka i świadczenia), a nadaje jej cechę progresywnego podatku dochodowego.
  2. Składka od sprzedaży środków trwałych: To kwintesencja absurdu. Jeśli przedsiębiorca sprzedaje zużyty firmowy samochód, maszynę czy komputer, od uzyskanej kwoty musi zapłacić 9% składki zdrowotnej. Ta transakcja ma charakter kapitałowy, a nie dochodowy z bieżącej działalności, i nie ma żadnego związku z kosztami leczenia czy stanem zdrowia przedsiębiorcy. To czyste karanie za pozbywanie się starych aktywów i utrudnianie modernizacji firmy.
  3. Zerwanie związku z kosztami uzyskania przychodu: Składka stała się kosztem nieuzyskania przychodu, co drastycznie podniosło efektywną stawkę opodatkowania dochodu małych i średnich firm.
  4. Koszty systemowe: Skomplikowany mechanizm naliczania spowodował, że biura rachunkowe masowo podniosły ceny usług, przerzucając koszty obsługi tego absurdalnego systemu na wszystkich przedsiębiorców.

Analiza
Werdykt: Wątpliwa konstytucyjność, naruszenie zasad sprawiedliwości społecznej i ochrony własności.

  • Art. 2 (Zasada zaufania do państwa i prawa): Nagła, radykalna i retroaktywna w skutkach (ze względu na brak odpowiedniego vacatio legis) zmiana zasad naliczania, która zdemolowała wypracowane przez lata modele biznesowe, podważa zaufanie obywateli do stabilności prawa.
  • Art. 32 (Zasada równości): Przedsiębiorcy są traktowani gorzej niż pracownicy etatowi, dla których składka zdrowotna jest naliczana od wynagrodzenia brutto, a jej wysokość jest limitowana (od podstawy wymiaru). Tworzy to sztuczną i nieuzasadnioną różnicę między różnymi formami wykonywania pracy.
  • Art. 64 (Ochrona własności): Brak górnego limitu przy jednoczesnym braku ekwiwalentności świadczenia (milioner płacący 100 tys. zł dostaje taką samą usługę jak płacący 300 zł) sprawia, że danina traci charakter ubezpieczeniowy. Staje się daniną o charakterze quasi-konfiskacyjnym, bo w wysokich przedziałach dochodowych przejmuje znaczną część majątku obywatela bez proporcjonalnej korzyści.

Rekomendacja:

  1. Natychmiastowe wprowadzenie górnego limitu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, analogicznego do limitu dla osób na etacie.
  2. Całkowite wyłączenie sprzedaży środków trwałych spod obowiązku opłacania składki zdrowotnej.
  3. Długofalowo – powrót do modelu, w którym składka zdrowotna jest w pełni odliczalna od podatku dochodowego, co przywróciłoby jej charakter ubezpieczeniowy i uczciwość w stosunku do osób zatrudnionych.

Karykatura przedstawiająca mężczyznę w czapce z logo Poczty Polskiej, który trzyma klucz francuski i przygląda się starym telewizorze z naklejką 'Abonament RTV - Zaległość', obok nowoczesny telewizor Smart 4K z różnymi aplikacjami streamingowymi.
Karykatura przedstawiająca absurdalność polskiego systemu abonamentowego RTV, ilustrująca konflikt między tradycyjnymi mediami a nowoczesnymi platformami streamingowymi.

3. Abonament RTV i Fikcja „Domniemania Używania” – Relikt Epoki Analogowej

Utrzymywanie tego systemu w drugiej połowie lat 20. XXI wieku to najlepszy dowód na to, jak bardzo państwo potrafi być przywiązane do przestarzałych, nieskutecznych i społecznie szkodliwych rozwiązań.

Na czym polega sedno absurdu?
Ustawa o radiofonii i telewizji nadal zakłada, że każdy posiadacz urządzenia zdolnego do odbioru sygnału radiowo-telewizyjnego (telewizor, radio, komputer ze specjalną kartą) musi uiścić opłatę abonamentową. Założenie to powstało w epoce, gdy telewizor służył wyłącznie do oglądania kilku programów telewizji publicznej. Dziś jest to fikcja prawna o gigantycznych proporcjach:

  • Urządzenia wielofunkcyjne: Współczesny telewizor to centrum rozrywki służące do oglądania Netflixa, Disney+, grania na konsoli, przeglądania YouTube czy korzystania z aplikacji. Możliwość odbioru telewizji naziemnej jest tylko jedną z dziesiątek jego funkcji, często całkowicie nieużywaną.
  • Niesprawiedliwy i wybiórczy system egzekucji: System opiera się na dobrowolnej rejestracji odbiorników. Skutek? Płacą głównie ci, którzy zarejestrowali odbiornik dekady temu i są systematycznie inkasowani przez Pocztę Polską. Osoby, które nigdy nie zarejestrowały odbiornika (lub korzystają z niego w inny sposób), de facto są bezkarne, ponieważ kontrolerzy nie mają prawa wstępu do domów bez zgody mieszkańca. Karani są więc uczciwi/naiwni, a niekarani – ci, którzy świadomie omijają prawo.
  • Koszty poboru: Koszty administrowania systemem (Pocztą Polską, windykacją) są niewspółmiernie wysokie w stosunku do zebranych środków, które i tak stanowią coraz mniejszą część budżetu mediów publicznych.

Analiza
Werdykt: Niekonstytucyjny z uwagi na naruszenie zasady równości i proporcjonalności.

  • Art. 32 Konstytucji (Zasada równości): Prawo, które w praktyce jest egzekwowane tylko wobec wąskiej, historycznie ukształtowanej grupy obywateli, a pozostaje martwą literą wobec reszty społeczeństwa, jest jawnie dyskryminujące. Tworzy dwie klasy obywateli: tych, którzy ponoszą ciężar finansowy, i tych, którzy go unikają.
  • Art. 31 ust. 3 (Zasada proporcjonalności): Przymusowe pobieranie opłaty od posiadacza urządzenia, które może, ale nie musi służyć do odbioru programów TVP/Polskiego Radia, jest środkiem niedopasowanym do celu (finansowanie mediów publicznych). Istnieją mniej uciążliwe i bardziej sprawiedliwe sposoby finansowania (patrz rekomendacja).
  • Art. 2 (Demokratyczne państwo prawne): Utrzymywanie fikcji prawnej w dobie cyfrowej rewolucji podważa powagę i autorytet państwa, które zamiast modernizować system, tkwi w archaicznej strukturze.

Rekomendacja:
Całkowita likwidacja abonamentu RTV. Finansowanie misyjnej części działalności mediów publicznych powinno następować w przejrzysty sposób bezpośrednio z budżetu państwa, z jasno określonym procentem wpływów podatkowych lub poprzez specjalną dotację parlamentarną poddaną demokratycznej kontroli. Alternatywą, bardziej sprawiedliwą, byłoby wprowadzenie powszechnej, niskiej opłaty audiowizualnej doliczanej do rachunków za energię elektryczną lub internet, ściąganej przez operatorów. Każdy gospodarstwo domowe korzysta z tych usług, co eliminuje problem wybiórczości.


Ilustracja przedstawiająca scenę z leasingiem. Po lewej stronie luksusowy samochód, w którym mężczyzna otrzymuje pieniądze. Po prawej stronie stary, zardzewiały samochód, który jest konfiskowany przez robota. W tle rodzina wygląda na zmartwioną.
Ilustracja przedstawiająca problematyczne aspekty przepisów dotyczących konfiskaty samochodów w Polsce, z kontrastem między luksusowym pojazdem a starym samochodem, symbolizującym nierówności w stosowaniu prawa.

4. Obligatoryjna Konfiskata Samochodów za Jazdę po Alkoholu – Kara Niesprawiedliwa i Nierówna

Przepis wprowadzony pod szczytnym hasłem walki z plagą pijanych kierowców, ale napisany w pośpiechu, bez namysłu nad konsekwencjami społecznymi, prawnymi i gospodarczymi.

Na czym polega sedno absurdu?
Wprowadzono obligatoryjny przepadek pojazdu jako dodatkową karę za prowadzenie w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem alkoholu. Choć cel jest słuszny, wykonanie stworzyło potworka prawnego:

  1. Nierówność majątkowa (najbogatsi płacą, najbiedniejsi tracą): Kierowca starego, wysłużonego samochodu wartego 2-3 tys. zł traci cały swój majątek, często jedyny środek transportu do pracy. Kierowca nowego, luksusowego samochodu w leasingu finansowym lub długoterminowym wynajmie nie traci pojazdu, ponieważ formalnie nie jest jego właścicielem. Sąd orzeka wówczas nawiązkę na rzecz Skarbu Państwa, ale jej ściągalność bywa iluzoryczna. Bogatszy sprawca może więc uniknąć faktycznej kary majątkowej.
  2. Kara dla niewinnych (problem współwłasności): Jeśli samochód jest współwłasnością małżonków lub rodziny, a po pijaku jechał tylko jeden z właścicieli, państwo konfiskuje cały pojazd. Kara dotyka więc osobę całkowicie niewinną, pozbawiając ją prawa własności (np. żona traci auto, którym wozi dzieci do szkoły). Sądy w takich sytuacjach często orzekają przepadek części udziału sprawcy, ale i to jest problematyczne w realizacji.
  3. Absurd gospodarczy w transporcie zawodowym: Zawodowy kierowca ciężarówki należącej do pracodawcy, który prowadził ją po pijaku, nie spowoduje konfiskaty wartościowego środka produkcji (byłoby to karygodne marnotrawstwo mienia). W efekcie kary dla kierowców zawodowych i nieprofesjonalnych są różne, mimo iż czyn jest ten sam.
  4. Brak indywidualnej oceny sądu: Automatyzm kary pozbawia sędziego możliwości uwzględnienia okoliczności sprawy. Nie ma znaczenia, czy samochód był narzędziem przestępstwa, czy tylko nim jechano; czy jest to recydywa, czy pierwszy, głupi błąd.

Analiza
Werdykt: Sprzeczne z zasadą proporcjonalności i równości oraz naruszające prawa osób trzecich.

  • Art. 31 ust. 3 (Zasada proporcjonalności): Środek karny musi być adekwatny do czynu, konieczny do osiągnięcia celu i wyważony. Obligatoryjny przepadek, który nie rozróżnia okoliczności, narusza zasadę adekwatności. Nie zawsze przepadek jest konieczny do osiągnięcia celu prewencji ogólnej i indywidualnej.
  • Art. 46 w zw. z Art. 64 (Ochrona własności): Przepadek rzeczy będącej współwłasnością osoby niewinnej stanowi drastyczne naruszenie jej konstytucyjnego prawa własności. Państwo nie może karać jednej osoby poprzez odebranie mienia innej.
  • Art. 32 (Zasada równości): Różnicowanie faktycznych skutków kary w zależności od formy prawnej posiadania pojazdu (własność vs leasing) prowadzi do sytuacji, gdzie za ten sam czyn wymierzana jest de facto inna kara majątkowa. Jest to niezgodne z zasadą równości wobec prawa.

Rekomendacja:
Zastąpienie obligatoryjnej konfiskaty wysokimi, obligatoryjnymi i bezwzględnie egzekwowanymi karami finansowymi (nawiązkami) na rzecz Skarbu Państwa, których wysokość byłaby uzależniona od wartości pojazdu i okoliczności czynu. Konfiskata pojazdu powinna pozostać jako opcja dla sądu, stosowana w szczególnie drastycznych przypadkach (recydywa, wysokie stężenie alkoholu, spowodowanie zagrożenia), a nie jako automat. Należy także wzmocnić system egzekucji komorniczej, aby nawiązki nie były jedynie symboliczną karą dla zamożnych sprawców.


5. Zakaz Handlu w Niedziele – Legislacyjna „Zabawa w Chowanego”

Przepis, który miał chronić pracowników handlu, w praktyce stał się źródłem powszechnego lekceważenia prawa, korupcji, nierówności konkurencyjnej i społecznej hipokryzji.

Na czym polega sedno absurdu?
Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta jest tak źle skonstruowana i pełna wyjątków, że przypomina ser szwajcarski:

  • Paradoksalna selekcja branż: Pracownik na stacji benzynowej, w kinie, restauracji, kwiaciarni na cmentarzu, lodziarni w parku czy sklepie na dworcu może pracować w niedzielę. Kasjerka w sklepie odzieżowym obok tej lodziarni – już nie. Czy życie rodzinne pracownika gastronomii jest mniej warte niż pracownika handlu? Prawo arbitralnie dzieli sektor usług na „bardziej” i „mniej” rodzinny.
  • Faworyzowanie małych podmiotów („Zabawa w franczyzę”): Sklepy sieci Żabka, które formalnie są franczyzowymi przedsiębiorstwami prowadzonymi przez „właścicieli”, są otwarte, bo za ladą może (przynajmniej teoretycznie) stać sam właściciel. W tym samym czasie wielkie supermarkety, w których pracuje kilkaset osób, są zamknięte. To tworzy nienaturalną i niesprawiedliwą przewagę konkurencyjną dla jednego modelu biznesowego.
  • Kreatywna interpretacja prawa: Obserwowaliśmy już sklepy przekształcające się w „placówki pocztowe”, „czytelnie”, „dworce autobusowe”, a nawet „zakłady pogrzebowe” (oficjalnie sprzedające tylko znicze i kwiaty). To ośmiesza prawo i pokazuje, że przedsiębiorcy traktują je jako przeszkodę do obejścia, a nie jako poważną regulację.
  • Uciążliwość dla konsumentów: Dla wielu rodzin niedziela jest jedynym dniem, kiedy mogą wspólnie zrobić większe zakawy, udać się do marketu budowlanego na materiały do remontu czy kupić meble. Prawo ogranicza ich swobodę, nie dając w zamian żadnej realnej korzyści pracownikom (którzy często i tak pracują w innych branżach).

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady proporcjonalności, równości i wolności gospodarczej.

  • Art. 22 (Wolność działalności gospodarczej): Każde jej ograniczenie musi służyć ważnemu interesowi publicznemu i być proporcjonalne. Ochrona czasu wolnego pracowników jest takim interesem, ale selektywne objęcie nim tylko handlu, przy pominięciu dziesiątek innych branż, gdzie praca w niedzielę jest powszechna, czyni ten środek nieproporcjonalnym i arbitralnym.
  • Art. 32 (Zasada równości): Ustawa dyskryminuje: 1) pracowników handlu względem pracowników innych sektorów usług, 2) duże podmioty handlowe względem małych franczyzobiorców, 3) konsumentów, których preferencje są ignorowane.
  • Art. 20 (Społeczna gospodarka rynkowa): Zakaz zaburza mechanizmy rynkowe, tworząc sztuczne bariery wejścia i faworyzując określone modele biznesowe, co jest sprzeczne z ideą społecznej gospodarki rynkowej.

Rekomendacja:
Uwolnienie handlu w niedziele przy jednoczesnym wzmocnieniu ochrony pracowników wszystkich branż na poziomie Kodeksu Pracy. Należy wprowadzić prawo do min. 3-4 wolnych niedziel w miesiącu dla każdego pracownika, z wyjątkiem służb niezbędnych dla funkcjonowania państwa (ochrona zdrowia, straż, energetyka). Decyzja o otwarciu w niedzielę byłaby dobrowolna dla pracodawcy, ale kosztem zapewnienia odpowiednich premii 300-400% stawki i przestrzegania limitu niedziel pracujących dla każdego pracownika. To realnie chroniłoby pracowników, a nie tylko przenosiło problem z jednej branży do drugiej.


Człowiek w fartuchu trzyma torbę przy krawędzi przepaści, nad nim wisi kowadło z napisem 'PEŁNY ZUS (RYCZAŁT)', obok znajduje się klepsydra z napisem 'LIMIT 36 MIESIĘCY'.
Ilustracja przedstawiająca przedsiębiorcę z tornistrem zawierającym 'Mały ZUS Plus’, stojącego na krawędzi przepaści z zagrażającym mu młotem, symbolizującym pełne obciążenia ZUS i ograniczenie czasowe w korzystaniu z ulg.

6. „Złote Kajdanki” ZUS, czyli Pułapka Małego ZUS Plus

System ubezpieczeń społecznych dla mikroprzedsiębiorców to klasyczny przykład „pułapki pomocy” – wsparcie na starcie zmienia się w gilotynę po określonym czasie, niezależnie od sytuacji finansowej firmy.

Na czym polega sedno absurdu?
Ulga „Mały ZUS Plus” pozwala nowym i niektórym istniejącym przedsiębiorcom opłacać składki ZUS w wysokości obniżonej, proporcjonalnej do osiąganego dochodu (a nawet w wysokości 0 zł przy braku dochodu). Brzmi rozsądnie. Problem leży w sztywnym, bezwzględnym limicie czasowym. Przedsiębiorca może korzystać z preferencji maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu 60 miesięcy. Po wyczerpaniu tego limitu – niezależnie od tego, czy jego firma zaczęła prosperować, czy wciąż ledwo wiąże koniec z końcem – musi płacić pełne, ryczałtowe składki (obecnie ok. 1600-2000 zł miesięcznie, w zależności od podstawy).

Skutek? Osoba, która po 3 latach prowadzenia jednoosobowej działalności (np. rzemieślnik, freelancer, sklepikarz) nadal osiąga miesięczny dochód na poziomie 2-3 tys. zł netto, staje przed dramatycznym wyborem:

  1. Płacić składkę ZUS w wysokości przekraczającej często cały jej miesięczny zysk, co jest ekonomicznym samobójstwem.
  2. Zamknąć legalną działalność.
  3. Zejść do szarej strefy.

Państwo woli więc nie dostać żadnej składki (zamknięta firma) lub dostać ją nielegalnie (szara strefa), niż pobierać składkę obniżoną. To czysta absurdalność w zarządzaniu państwem. System ten nie tylko zabija firmy, ale także zniechęca do podejmowania legalnej działalności, bo przedsiębiorca wie, że za 3 lata czeka go finansowa ruletka.

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady sprawiedliwości społecznej i wolności działalności gospodarczej.

  • Art. 20 (Społeczna gospodarka rynkowa) i Art. 22 (Wolność działalności gospodarczej): System ubezpieczeń społecznych powinien wspierać aktywność zawodową i przedsiębiorczość jako fundament gospodarki. Sztywny limit czasowy, który karze za długotrwałe prowadzenie działalności o niskiej dochodowości, jest sprzeczny z tym założeniem. Narzuca on sztuczną presję czasową, niezwiązaną z realnymi możliwościami firmy.
  • Art. 64 (Ochrona własności): Wymuszenie płacenia obowiązkowej daniny (składki ZUS) w wysokości przekraczającej możliwości finansowe przedsiębiorcy (gdy składka > dochód) ma charakter konfiskacyjny wobec jego majątku lub przyszłych dochodów. Jest to szczególnie drastyczne w przypadku działalności prowadzonych dodatkowo, przy etacie.

Rekomendacja:

  1. Znieść sztywny limit 36 miesięcy dla Małego ZUS Plus.
  2. Wprowadzić stałe uzależnienie wysokości minimalnej składki ZUS od rzeczywistego dochodu z działalności (z zachowaniem pewnego minimum, np. 30% pełnej składki, dla zabezpieczenia minimalnych świadczeń emerytalnych).
  3. Wprowadzić dobrowolny ZUS dla mikroprzedsiębiorców na wzór niemiecki, gdzie osoby o niskich dochodach z działalności mogą dobrowolnie opłacać składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, bez obowiązku płacenia pełnej, ryczałtowej kwoty. Pozwoliłoby to na elastyczne dostosowanie obciążeń do sytuacji życiowej.

Ilustracja przedstawiająca budowę niekompletnego domu z napisem 'Rozbiórka' oraz mężczyznę przy biurku, trzymającego rewolwer. W tle widoczne znaki 'Tak' i 'Nie' oraz klasyczne budynki.
Ilustracja przedstawiająca absurdalność przepisów budowlanych i niepewność inwestycji w Polsce, ukazująca postać w hardhacie, z dokumentem 'Rozbiórka’ oraz symbolicznym gunem na stole.

7. Prawo Budowlane: 70m² i Chaos Decyzyjny – Rosyjska Ruletka Inwestora

Uproszczenie procedur budowlanych dla małych domów miało być kamieniem milowym w deregulacji. W praktyce stało się przykładem, jak dobre intencje rozbijają się o skostniałą strukturę administracyjną i nieprecyzyjne prawo.

Na czym polega sedno absurdu?
Od pewnego czasu można budować domy jednorodzinne o powierzchni zabudowy do 70m² na podstawie zgłoszenia z projektem, zamiast pełnego pozwolenia na budowę. Teoretycznie – szybsza i tańsza procedura. W praktyce – przerzucenie całego ryzyka prawnego na inwestora:

  • Pułapka „cichej zgody”: Urząd ma 30 dni (21 od 2026 r.) na ewentualny sprzeciw. Jego brak jest równoznaczny z zgodą na budowę. Problem w tym, że urząd nie dokonuje wiążącej weryfikacji zgodności projektu z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP) lub warunkami zabudowy. Sprawdza tylko formalne wymogi. Jeśli inwestor popełni błąd (np. źle obliczy odległość od granicy, przekroczy maksymalną wysokość, zapomni o studzience kanalizacyjnej), to dowiedzie się o tym dopiero podczas kontroli nadzoru budowlanego w trakcie lub po zakończeniu budowy. Konsekwencja? Decyzja o rozbiórce na własny koszt. Ryzyko katastrofy finansowej jest ogromne.
  • Uznaniowość i niejednolitość interpretacji: Co jest „budynkiem gospodarczym”, a co „obiektem małej architektury”? Czy wiata na samochód to „zadaszenie”, czy „budowla”? Czy przebudowa dachu wymaga pozwolenia, czy tylko zgłoszenia? Odpowiedzi bywają skrajnie różne w zależności od powiatu, a nawet od konkretnego urzędnika. Ta niepewność paraliżuje inwestycje i rodzi korupcjogenne sytuacje, gdzie „interpretacja” zależy od znajomości z urzędnikiem.
  • Przepisy pozornie uproszczone: Wciąż potrzebne są pozwolenia na wiele banalnych rzeczy, a granica między zgłoszeniem a pozwoleniem jest niejasna.

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady pewności i zaufania do prawa.

  • Art. 2 i Art. 7 Konstytucji: Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Kiedy prawo jest tak nieprecyzyjne, że jego stosowanie zależy głównie od uznaniowej interpretacji urzędnika, obywatel nie może przewidzieć skutków prawnych swoich działań. To podważa fundament państwa prawa. System, w którym obywatel ponosi pełne ryzyko błędu przy braku wcześniejszej, wiążącej weryfikacji przez fachowy organ, jest wysoce niesprawiedliwy.

Rekomendacja:
Cyfryzacja i ujednolicenie. Dla wszystkich domów jednorodzinnych (niezależnie od metrażu) należy stworzyć jeden, uproszczony, cyfrowy proces. Inwestor składa wniosek elektroniczny z projektem. Urząd ma obowiązkowo 14 dni na przeprowadzenie wiążącej weryfikacji zgodności z MPZP/warunkami zabudowy i przepisami technicznymi. Po tym czasie, jeśli nie ma sprzeciwu, wydaje elektroniczne, wiążące pozwolenie/zgłoszenie z potwierdzeniem zgodności. Taki system przenosi odpowiedzialność za interpretację przepisów na urząd (jak powinno być), a inwestor zyskuje pewność prawną. Kluczowe jest stworzenie centralnej bazy interpretacji, by zlikwidować niejednolitość na terenie kraju.


Ilustracja przedstawiająca rekina w garniturze trzymającego w pysku wieżowiec oraz przerażonego mężczyznę z kluczami wiszącego w sieci, obok pieczęć z napisem 6% PCC.
Ilustracja przedstawiająca konflikt między dużymi funduszami inwestycyjnymi a małymi inwestorami w kontekście absurdów podatkowych dotyczących zakupu mieszkań.

8. Podatek od Czynności Cywilnoprawnych (PCC) przy Zakupie Mieszkań – Pakietowy Absurd

Walka z wielkimi funduszami inwestycyjnymi, które wykupują mieszkania, przerodziła się w kolejny przykład prawa niespójnego, łatwego do obejścia przez dużych graczy i uderzającego w mniejszych.

Na czym polega sedno absurdu?
Aby ograniczyć zakupy pakietowe przez podmioty instytucjonalne, wprowadzono zróżnicowaną stawkę PCC. Przy zakupie pierwszych pięciu mieszkań w jednej inwestycji stawka wynosi 0% (lub 2% dla wtórnego rynku, w zależności od zmian). Za szóste i każde kolejne mieszkanie w tej samej inwestycji stawka skacze do 6% od wartości transakcji.

  • Omijanie prawa przez dużych graczy: Duże fundusze inwestycyjne lub deweloperzy nie kupują 6 mieszkań. Kupują całe bloki/spółki celowe (SPV), które są właścicielem nieruchomości, przejmując ją poprzez transakcję na rynku kapitałowym, gdzie PCC nie występuje. Albo dokonują zakupów pod szyldem kilku spółek-córek. Przepis więc ich nie dotyka.
  • Uderzenie w średnich inwestorów i firmy usługowe: Kara zbiera żniwo wśród lokalnych inwestorów, którzy kupują np. 6 mieszkań do wynajmu, lub firm remontowych/wykończeniowych, które kupują pakiety mieszkań w stanie deweloperskim, by je wykończyć i odsprzedać. To właśnie te podmioty, które dodają wartość i płynność rynkowi, są karane.
  • Niespójność systemu: Zniesienie PCC (2%) na pierwsze mieszkanie z rynku wtórnego to dobry krok, ale tworzy nowe paradoksy. Bogaty rodzic może kupić mieszkanie „na dziecko” bez podatku, podczas gdy młoda para, która po urodzeniu dziecka chce sprzedać kawalerkę i kupić większe mieszkanie (swoje drugie w życiu), już podatek zapłaci. System karze za kupno, a nie za posiadanie wielu mieszkań, co jest mniej efektywne fiskalnie i społecznie.

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady równości i sprawiedliwości podatkowej.

  • Art. 84 (Zasada równości obciążeń publicznych): Obciążenia podatkowe powinny być powszechne i sprawiedliwe. System, który faworyzuje jedne formy prawne (zakup spółki) kosztem innych (zakup bezpośredni), oraz które różnicuje stawkę w oparciu o sztuczny, łatwy do manipulowania próg ilościowy („szóste mieszkanie”), tworzy niespójny i pełen dziur system. Jest to sprzeczne z ideą sprawiedliwego i przewidywalnego systemu podatkowego.

Rekomendacja:
Ujednolicenie i uproszczenie. Zamiast skomplikowanych progów ilościowych, należy rozważyć:

  1. Wprowadzenie jednej, niskiej stawki PCC (np. 1%) dla wszystkich transakcji kupna-sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych, bez wyjątków.
  2. Zniesienie PCC na rzecz wyższego podatku od nieruchomości dla kolejnych mieszkań (podatek katastralny). To uderzałoby w posiadaczy pustostanów i dużych portfeli nieruchomości ciągle, a nie jednorazowo przy zakupie, co jest znacznie skuteczniejsze i sprawiedliwsze. Podatek powinien być progresywny w zależności od liczby/wartości posiadanych nieruchomości, a nie od pojedynczej transakcji.

Wizytówka w poczekalni medycznej z tabliczkami 'RODO' i 'Zakaz', lekarz w białym fartuchu wzywający pacjenta.
Ilustracja przedstawiająca absurdalną sytuację w przychodni medycznej pod rządami przepisów RODO, gdzie korzystanie z tradycyjnych form komunikacji jest ograniczone.

9. Przepisy o Ochronie Danych Osobowych (RODO) w Polskim Wydaniu – Paranoja Nadinterpretacji

RODO, czyli Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych, to akt unijny, który w założeniu miał ujednolicić i wzmocnić ochronę prywatności w cyfrowym świecie. Niestety, polska praktyka jego stosowania, podsycana przez nadgorliwe interpretacje Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) i paraliżujący strach przed wysokimi karami, zamieniła się w absurdalną farsę, która utrudnia normalne życie.

Na czym polega sedno absurdu?

  • Paraliż instytucji publicznych i edukacji: Szkoły boją się wywieszać listy uczniów z ocenami (nawet przy inicjałach), wyczytywać nazwiska na apelach czy publikować zdjęcia z wydarzeń bez trybu formalnych zgód, które niszczą spontaniczność. Przychodnie numerują pacjentów jak w więzieniu, wywołując ich numerami, zamiast używać nazwisk, co bywa upokarzające i niebezpieczne (pomyłka przy podaniu leku).
  • Absurd w życiu rodzinnym i kryzysowym: Najjaskrawszy przykład: Brak możliwości uzyskania przez telefon podstawowej informacji o stanie zdrowia bliskiej osoby (np. „czy operacja się udała”, „czy stan jest stabilny”) przez członka rodziny, jeśli wcześniej pacjent nie wypełnił stosownego formularza upoważnienia. W sytuacjach nagłych, gdy rodzina jest rozproszona, jest to okrutne i nieludzkie. Prawo, które stawia bariery biurokratyczne w dostępie do informacji w chwili cierpienia, kompromituje się samo.
  • Paraliż w biznesie: Małe firmy boją się prowadzić księgę gości, wysyłać życzenia świąteczne do klientów czy nawet umieszczać imienia i nazwiska pracownika na wizytówce bez nadmiernych formalności. Strach przed karami sięgającymi milionów euro powoduje, że lepiej zablokować wszystko, niż ryzykować.
  • Nadinterpretacja „prawników od RODO”: Wyrosła cała branża „specjalistów”, którzy straszą klientów wymyślonymi zakazami, nie znając przy tym orzecznictwa ani wytycznych, które często dopuszczają wiele codziennych czynności (np. zasada domniemania zgody w kontaktach z klientami).

Analiza
Werdykt: Naruszenie zasady proporcjonalności i równowagi praw.

  • Art. 31 ust. 3 (Zasada proporcjonalności): Ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności (np. wolności działalności, prawa do informacji) muszą być konieczne w demokratycznym państwie. Polska praktyka RODO często przekracza tę granicę, wprowadzając nadmierne, nieproporcjonalne bariery w normalnym funkcjonowaniu społeczeństwa, edukacji, służby zdrowia i biznesu.
  • Art. 47 (Prawo do prywatności) vs. Art. 51 (Prawo do informacji): Konstytucja gwarantuje obie te wartości. Nadgorliwa, jednostronna realizacja ochrony prywatności (Art. 47), która całkowicie blokuje dostęp do informacji niezbędnych w życiu społecznym i rodzinnym (Art. 51), narusza tę równowagę. Prawo do informacji o zdrowiu bliskiej osoby w nagłej sytuacji jest wartością nadrzędną wobec ścisłego formalizmu ochrony danych.
  • Art. 2 (Państwo prawne): Kiedy urząd (UODO) nie wydaje jasnych, praktycznych wytycznych, a jedynie straszy karami, prowadzi to do samowoli i paraliżu. Brak pewności prawa jest rażący.

Rekomendacja:

  1. Wydanie przez polski parlament ustawy – „Białej Listy” – która wprost, na przykładach, wskaże czynności dozwolone i niewymagające skomplikowanych procedur w życiu społecznym, szkolnictwie, małym biznesie i służbie zdrowia. Np.: „Wywołanie pacjenta w poczekalni po nazwisku nie narusza RODO”, „Podanie listy uczniów przyjętych do szkoły z nazwiskiem i wynikiem jest dopuszczalne”, „Pytanie przez telefon o stan zdrowia bliskiej osoby w sytuacji nagłej jest dopuszczalne, szpital ma prawo weryfikować tożsamość dzwoniącego w racjonalny sposób”.
  2. Edukacja, a nie tylko represja: UODO powinien skupić się na publikowaniu praktycznych poradników i prowadzeniu kampanii edukacyjnych dla szkół, szpitali i małych firm, zamiast na szukaniu „przykładów” do ukarania.

Ilustracja przedstawiająca mężczyznę z banknotami, próbującego podejść do bankomatu z napisem 'Błąd systemu' oraz 'Śledzenie', podczas gdy ogromna dłoń z napisem 'Sankcje' trzyma go z góry.
Ilustracja przedstawiająca zagrożenia związane z wprowadzeniem limitów płatności gotówkowych i obowiązkiem korzystania z bankowości cyfrowej.

10. Limity Płatności Gotówkowych – Zmuszanie do Bankowości pod Groźbą Sankcji

W dobie cyfryzacji i walki z szarą strefą, limit płatności gotówkowych jest przedstawiany jako konieczność. Jednak sposób jego wprowadzenia i proponowane zaostrzenia budzą poważne wątpliwości natury konstytucyjnej i ekonomicznej.

Na czym polega sedno absurdu?
Obecnie limit płatności gotówkowych między przedsiębiorcami wynosi 15 000 zł (przy jednej transakcji). Pojawiają się jednak pomysły, by go obniżyć (nawet do 8 000 zł) i rozszerzyć na transakcje z udziałem konsumentów.

  • Uzależnienie od infrastruktury trzecich: Zmuszanie do korzystania z płatności elektronicznych oznacza przymus zawierania umów z prywatnymi korporacjami – bankami i dostawcami terminali – które pobierają prowizje (1-3%). Dla firm o niskich marżach to realny koszt. Państwo de facto subsydiuje branżę finansową.
  • Ryzyko systemowe: Co w przypadku awarii systemów bankowych, braku prądu, cyberataku lub – co coraz częstsze – automatycznej blokady konta przez algorytm banku podejrzewający „nietypowe transakcje”? Firma w takiej sytuacji jest kompletnie sparaliżowana. Gotówka jest awaryjnym, niepodatnym na cyberataki środkiem płatniczym.
  • Naruszanie wolności i prywatności: Płatność gotówką jest anonimowa. Przymus elektroniczny tworzy pełny profil finansowy obywatela, dostępny dla banków, służb i, potencjalnie, hakerów. To poważne ograniczenie prywatności.
  • Nieskuteczność w walce z szarą strefą: Duże transakcje w szarej strefie i tak nie są rejestrowane. Prawdziwą bronią jest Jednolity Plik Kontrolny (JPK) i Krajowy System e-Faktur (KSeF), które śledzą cały obrót między firmami. Limit gotówkowy uderza głównie w uczciwych przedsiębiorców i konsumentów w codziennych sytuacjach (zakup używanej furmanki, remont domu, zakup antyków).

Analiza
Werdykt: Wątpliwa konstytucyjność, naruszenie wolności gospodarczej.

**Art. 227 Konstytucji RP (NBP i pieniądz): Skoro Narodowy Bank Polski ma wyłączne prawo emitowania znaków pieniężnych będących prawnym środkiem płatniczym w Polsce, to następnie ustawodawca zwykły (Sejm) ogranicza możliwość posługiwania się tym prawnym środkiem płatniczym. Istnieje poważna wątpliwość, czy takie ograniczenie nie narusza monopolu NBP i czy ograniczenie użycia oficjalnego środka płatniczego nie wymagałoby zmiany samej Konstytucji. Prawny środek płatniczy powinien być w pełni prawnym środkiem płatniczym, a nie tylko do pewnej kwoty.

Art. 22 w zw. z Art. 31 ust. 3 (Wolność działalności gospodarczej i zasada proporcjonalności): Przymus zawierania umów z podmiotami trzecimi (bankami) w celu prowadzenia podstawowej działalności gospodarczej (przyjmowanie i dokonywanie płatności) jest poważnym ograniczeniem autonomii woli przedsiębiorcy. Czy cel (walka z szarą strefą) jest osiągany w sposób najmniej uciążliwy? Nie, gdyż istnieją skuteczniejsze, cyfrowe narzędzia (JPK, KSeF). Ograniczenie jest więc nieproporcjonalne.

Art. 47 (Ochrona życia prywatnego): Systematyczna rejestracja wszystkich transakcji w systemach bankowych tworzy szczegółowy i wrażliwy profil behawioralny każdego obywatela. Przymus rezygnacji z anonimowości w transakcjach gotówkowych stanowi istotną ingerencję w sferę prywatności.

Rekomendacja:

Podwyższenie obecnego, niskiego limitu płatności gotówkowych (15 000 zł) i definitywne odrzucenie pomysłów jego obniżania oraz rozszerzania na konsumentów. Prawdziwa walka z nielegalnym obrotem powinna przebiegać poprzez doskonalenie i powszechne wdrożenie cyfrowych narzędzi kontroli podatkowej (KSeF, JPK VAT) oraz egzekucję podatkowej. Gotówka musi pozostać legalnym, awaryjnym i gwarantującym pewną dozę prywatności środkiem płatności w wolnym społeczeństwie.

Podsumowanie: Dlaczego Jest Tak Źle? Diagnoza Systemowa

Analiza powyższych 10 absurdów prowadzi do przygnębiającej, ale spójnej konkluzji: polskie prawo gospodarcze i podatkowe jest w znacznym stopniu tworzone przez urzędników dla wygody urzędników, a nie dla obywatela i przedsiębiorcy. Jest produktem chorego procesu legislacyjnego, na który składają się trzy grzechy główne:

Brak zaufania do obywatela (Presumpcja winy): Ustawodawca wychodzi z założenia, że każdy podatnik, przedsiębiorca czy kierowca to potencjalny oszust, którego trzeba z góry skrępować restrykcyjnymi przepisami. Stąd m.in. domniemanie używania telewizora, obligatoryjne konfiskaty, limity gotówki czy przerzucanie całego ryzyka na inwestora w prawie budowlanym. To podejście niszczy relację opartą na współpracy i wzajemnym szacunku.

Silosowość i brak myślenia systemowego: Ministerstwo Finansów tworzy przepisy podatkowe bez konsultacji z Ministerstwem Rozwoju czy Sprawiedliwości. Efekt? Składka zdrowotna karze za sprzedaż środków trwałych (MF), utrudniając modernizację firm, która jest celem strategicznym MR. Zakaz handlu (MRiT) paraliżuje inne branże. Każda dziedzina prawa żyje własnym życiem, a obywatel musi je wszystkie pogodzić na własną odpowiedzialność.

Fikcja konsultacji i legislacyjny pośpiech: Kluczowe, kontrowersyjne ustawy (jak Polski Ład) są często przepychane ścieżką poselską, co pozwala ominąć wymóg przeprowadzenia prawdziwych, merytorycznych konsultacji społecznych i oceny skutków regulacji (OSR). Prawo jest pisane nocami, poprawiane w trybie pilnym, a następnie setki razy nowelizowane, bo okazuje się niespójne. To „prawo na chybcika” generuje koszty niewspółmierne do korzyści.

Czy Jest Ratunek? Konieczna Rewolucja Deregulacyjna

Nie widzę szans na poprawę przy dotychczasowym, inercyjnym modelu tworzenia prawa. Potrzebna jest radykalna zmiana systemowa. Postuluję:

Powołanie niezależnej, międzyresortowej Komisji Deregulacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów (lub Sejmie). W jej skład muszą wchodzić praktycy: przedsiębiorcy, radcowie prawni, ekonomiści, a nie partyjni politycy. Komisja ta miałaby dwa kluczowe uprawnienia:

Prawo weta zawieszającego wobec każdego projektu ustawy lub rozporządzenia, które zwiększa obciążenia administracyjne lub finansowe obywateli i firm, bez jednoczesnego wskazania, które istniejące przepisy zostaną zniesione.

Wdrażanie zasady „one in, two out” (jeden nowy, dwa stare): Za każdym razem, gdy wprowadzany jest nowy obowiązkowy przepis, nakaz lub formularz, muszą zostać zniesione co najmniej dwa istniejące o podobnym ciężarze. To zmusi legislatora do myślenia o kosztach prawa.

Obowiązkowa, rygorystyczna Ocena Skutków Regulacji (OSR) z wyceną kosztów compliance dla przedsiębiorców i administracji, publikowana na 30 dni przed skierowaniem projektu do parlamentu.

Digitalizacja i uproszczenie jako obowiązek konstytucyjny. Przyjęcie zasady, że wszelka komunikacja z administracją może, a od pewnego progu musi, odbywać się cyfrowo, z pełnym skutkiem prawnym. Jednolity portal, jedno okienko, jeden login.

Dura lex, sed lex? (Twarde prawo, ale prawo) – to starożytna maksyma. Polska jej nie realizuje. Nasza dewiza to: „Stultus lex, sed lex” (Głupie prawo, ale prawo). Dopóki nie uzdrowimy procesu legislacyjnego, dopóty będziemy tkwić w labiryncie absurdów, które systematycznie podcinają skrzydła polskiej przedsiębiorczości, zniechęcają obywateli i odbierają Polsce szansę na dogonienie cywilizacyjnej czołówki. Czas na generalne porządki w republice prawa.

Zostaw odpowiedź

Trending

Odkryj więcej z Waweldom

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej